Wstęp do leksykonu radykalnych organizacji, ruchów religijnych i politycznych
Pracę nad Leksykonem radykalnych organizacji, ruchów religijnych i politycznych rozpocząłem w 2011 r., kontynuując ją z krótkimi lub dłuższymi przerwami (m.in. w związku z redagowaniem Leksykonu organizacji i ruchów islamistycznych) do 2017 r. W ciągu tych ponad 7 lat osłabła lub wygasła aktywność wielu organizacji, które działały przez kilkadziesiąt lat. Inne wciąż są aktywne lub wznowiły działalność pod swoimi dawnymi lub zmienionymi nazwami. Pojawiły się też nowe. W tym samym czasie w niektórych regionach świata, szczególnie na Bliskim Wschodzie, miały miejsce procesy społeczne i polityczne, które zdestabilizowały poszczególne państwa, spowodowały zmiany w strukturach władzy, wywołały konflikty społeczne i napięcia w stosunkach międzynarodowych. Pociągnęło to za sobą szereg zmian w układzie sił politycznych, wzrost sympatii dla organizacji antysystemowych występujących przeciwko dotychczasowemu establishmentowi w państwach Europy. Zaważyła na tym szczególnie wzbierająca fala emigracji po 2011 r. z państw Azji i Afryki, której szczyt nastąpił w 2015 r.
Z drugiej strony eskalacja konfliktów w niektórych krajach arabskich, będących następstwem tzw. Arabskiej Wiosny z 2011 r. spowodowała wyjazdy do Syrii i Iraku tysięcy ochotników, tzw. foreign fighters. Zasilali oni szeregi walczących tam różnych stron konfliktu, przeważnie Ad-Dawla al-Islamijja (Państwa Islamskiego), Al-Dżabhat an-Nusra li Ahl asz-Szam (Frontu Obrońców Ludności Lewantu), dwukrotnie zmieniającego nazwę i będącego filią syryjskiej Al-Kaidy, ale także kurdyjskich bojowników. Przemoc na Bliskim Wschodzie nabrała charakteru nie tylko konfliktu między szyitami i sunnitami, ale także ludobójstwa mniejszości chrześcijańskich i jazydów[1] oraz czystek religijnych. Islamscy ekstremiści znaleźli również przyjazny teren do działania w Europie, zwłaszcza w krajach o dużej mniejszości muzułmańskiej. Wojna z Państwem Islamskim w Iraku i Syrii przełożyła sią na zamachy terrorystyczne w państwach UE przeprowadzane przez grupy i pojedynczych fanatyków muzułmańskich.
Reakcją na ataki terrorystyczne była odpowiedź władz sprowadzająca się najczęściej do tezy, iż nie mają one nic wspólnego z islamem. W Wielkiej Brytanii obowiązuje zakaz używania przymiotnika „islamski” obok rzeczowników „terroryzm”, „terrorysta”. Krytyka radykalnego islamu lub masowej imigracji może zostać uznana za przejaw rasizmu, faszyzmu, ksenofobii albo szowinizmu. Rządy europejskie unikają stawiania muzułmanom jakichkolwiek zarzutów, ale robią wszystko, żeby cokolwiek znaleźć na ruchy antymuzułmańskie. Najbardziej uderzającym tego przykładem było pragnienie udowodnienia organizacjom antymuzułmańskim antysemityzmu, przy jednoczesnym ignorowaniu rzeczywistego antysemityzmu islamskich radykałów. Dyskusja dotycząca przyjmowania uchodźców ze strefy walk na Bliskim Wschodzie i imigrantów ocierała się często o granice absurdu. Niedopuszczanie lub odrzucanie racjonalnych głosów w tej dyskusji świadczyło o oderwaniu się klasy politycznej od rzeczywistości i ignorowaniu obaw własnych społeczeństw, które na różny sposób starano się przekonać dobrodziejstwami masowej imigracji. Skutkiem tego był wzrost poparcia dla już istniejących i powstanie nowych partii i organizacji wyrosłych niekiedy na bazie ruchów obywatelskich, sprzeciwiających się polityce władz. Powstał m.in. międzynarodowy ruch Stop Islamisation of Europe (SIOE) oraz krajowe organizacje o nazwie „Liga Obrony”, których prekursorem jest Englih Defense League, sprzeciwiające się w ulicznych manifestacjach napływowi imigrantów do Europy, których prawie 98% stanowią muzułmanie.
Radykalizm religijny
Przyczyn konfliktu w Iraku i Syrii niewątpliwie dopatrywać się należy m.in. w błędnej i pozbawionej konsekwencji polityce USA wobec Bliskiego Wschodu, u podstaw której znajduje się neokonserwatywna ideologia. Jej zwolennicy dążyli do narzucenia amerykańskiego modelu demokracji. Zdaniem neokonserwatywnych polityków prezydenci George H.W. Bush i Bill Clinton nie zdołali wykorzystać szansy, jaką był upadek Bloku Wschodniego, aby dogłębnie przemyśleć układ międzynarodowy i wyjątkowe miejsce zajmowane w nim przez USA. Należało wówczas prowadzić wszechstronną ofensywę w imię najwyższych wartości. Według neokonserwatystów, do których należy także obecny prezydent Donald Trump, USA muszą stać się niezrównaną potęgą militarną z budżetem na obronę wynoszącą nawet 25% PKB, aby żadnemu wrogowi nie przyszło do głowy zaatakować terytorium Stanów Zjednoczonych. Uznano, że powinnością Waszyngtonu jest sprawowanie „przychylnej hegemonii” nad całym światem, w którym nie ma miejsca dla negocjacji lub kompromisu. Stąd interesy całego kompleksu wojskowo-przemysłowego stawiane są na pierwszym miejscu, a udziały w nim miało i nadal posiada wielu amerykańskich polityków. Jednocześnie koncerny zbrojeniowe przez swoje wpływy i udziały w mediach mogą kontrolować politykę informacyjną, a dobre kontakty z Waszyngtonem od dawna zapewniają sobie dzięki skutecznemu lobbingowi. Neokonserwatyści od początku cenzurowali kwestię bliskowschodnią, narzucając swoje normatywne poglądy i finansując ich rozpowszechnianie. Na ich rzecz pracują media tradycyjne i elektroniczne, m.in. FrontPage Magazine, internetowy magazyn konserwatywny, wydawany od 2000 r. przez amerykańska organizację pozarządową David Horovitz Freedom Center. Przedmiotem jego zainteresowania pozostają głównie kwestie polityki międzynarodowej, konfliktów zbrojnych i terroryzmu islamskiego. Na jego łamach wielokrotnie ukazywały się artykuły popierające wojnę z terroryzmem, interwencję USA w Iraku oraz akcje zbrojne podejmowane przez Izrael. W polityce zagranicznej dbanie o bezpieczeństwo Izraela jest jednym z imperatywów neokonserwatystów, a uczuciowe więzy z tym państwem mają być podstawowym dogmatem. Zresztą silne żydowskie lobby w USA skutecznie pracuje nad nadaniem amerykańskiej polityce zagranicznej proizraelskiego kierunku. Według neokonserwatystów bezpieczeństwo i przetrwanie Izraela można zapewnić jedynie pod warunkiem zachwiania rządami w sąsiednich państwach oraz Iranie. Ich zdaniem społeczeństwo irackie również było zdolne do zbudowania demokratycznej przyszłości. W tej wizji nie uwzględniano żadnej odrębności kulturowej: arabskiej, muzułmańskiej, plemiennej czy jakiejkolwiek innej. Drugim filarem polityki USA na Bliskim Wschodzie było i pozostaje zapewnienie bezpiecznych dostaw ropy naftowej[2].
Amerykańską politykę prowadzoną przez republikańskich prezydentów, znajdujących się pod silnymi wpływami środowiska neokonserwatystów, odbierać można jako poczucie misji inspirowanej względami religijnymi. Jednocześnie odwoływanie się do symboliki i poglądów religijnych determinowało niekiedy konkretne decyzje. W latach rządów prezydenta George W. Busha (juniora) do głównego nurtu polityki włączono nową siłę – ewangelikalnych chrześcijan, stanowiących bardzo konserwatywny, purytański nurt w kościołach protestanckich. Jedną z zasad ich wiary jest konieczność utrzymania jak najściślejszej współpracy z Izraelem, ponieważ ustanowienie państwa żydowskiego jest spełnieniem biblijnej przepowiedni. Niektórzy z ewangelikalnych chrześcijan opowiadają się nawet za utworzeniem większego państwa żydowskiego w szerszych granicach, ponieważ ma to poprzedzać zapowiadane w Apokalipsie św. Jana ostateczne starcie dobra i zła. Bezwarunkowe poparcie dla Izraela jest więc słuszne, bo jest spełnieniem woli bożej. Organizacja lobbistyczna Christians United for Israel – CUFI (Zjednoczeni Chrześcijanie dla Izraela) jest największym proizraelskim ugrupowaniem w USA, które głosi, że czerpie siłę i natchnienie z Biblii. Według jego założyciela, Johna Hagee CUFI jest chrześcijańska wersją Amerykańsko-Izraelskiego Komitetu Spraw Publicznych. Oświadczył on, że członkowie organizacji „popierają Izrael, ponieważ każde inne państwo powstało za sprawą człowieka, a tymczasem Izrael został stworzony przez Boga”. Tak zwani chrześcijańscy syjoniści utworzyli szereg innych organizacji, których jedynym celem jest zachęcanie do popierania Izraela, m.in. National Christian Leadership Conference for Israel, Unity Coalition for Israel, Christian Friends of Israeli Communities czy Christian’s Israel Public Action Campaign. Poglądy chrześcijańskich syjonistów w naturalny sposób łączą się zarówno z organizacjami amerykańskiej społeczności żydowskiej, jak i izraelskimi, które popierają ruch osadniczy i sprzeciwiają się rozwiązaniu dwupaństwowemu na terenie Palestyny. Ad McAteer, założyciel ewangelickiego Religijnego Panelu Dyskusyjnego i jeden z głównych organizatorów chrześcijańskiej skrajnej prawicy, stwierdził przed laty: Każde ziarnko piasku pomiędzy Morzem Martwym, rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym należy do Żydów. Należą do nich także Zachodni Brzeg Jordanu i Strefa Gazy[3].
Jednak nie wszyscy amerykańscy chrześcijanie, mimo swego radykalizmu, popierają idee chrześcijańskich syjonistów, bowiem według tych pierwszych z moralnego i religijnego punktu widzenia nikt nie wymaga, ani nic nie usprawiedliwia bezwarunkowego popierania Izraela. Ci drudzy mogą wierzyć, że biblijne proroctwa legitymizują pełną kontrolę Izraela nad Palestyną, ale inne nauki chrześcijańskie mocno kontrastują z tym, jak Izraelczycy traktują Palestyńczyków. Znajomość Starego Testamentu i innych aspektów kultury judeochrześcijańskiej nie powstrzymała licznych kościołów chrześcijańskich w USA przed poparciem rozwiązania dwupaństwowego i krytykowania poczynań Izraela na podstawie własnego przywiązania do chrześcijańskiego umiłowania pokoju i sprawiedliwości. Jednak ten specyficzny odłam protestantyzmu wciąż pozostaje siłą polityczną, z którą w USA trzeba się liczyć i o której względy zawsze zabiegają republikanie, co dowiodła też ostatnia kampania prezydencka. W USA duża grupa ewangelikanów wciąż czuje potrzebę działania. Temat religii był w kampanii prezydenckiej w 2016 r. wszechobecny. Po stronie republikanów prawie wszyscy kandydaci powoływali się na Boga. Nawet Donald Trump, który miał za sobą dwa rozwody, czterokrotnie zbankrutował i posługiwał się często retoryką daleko odbiegającą od chrześcijańskich wartości (zresztą nie on jedyny), deklarował, że w kampanii będzie się kierować takimi właśnie wartościami. Należy zauważyć, że ewangelikaninem jest co czwarty Amerykanin. Chodzi więc o ogromny elektorat, a jego poparcia życzyłby sobie każdy polityk. Skrajnie chrześcijańscy wyborcy przez długi czas milcząco przypatrywali się przemianom w kraju, ale podczas ostatnich wyborów to się zmieniło i do lokali wyborczych poszło więcej ewangelikanów niż kiedykolwiek, ponieważ według nich ich chrześcijaństwo jest atakowane i muszą się bronić[4].
Potwierdza się stara prawda, że jeśli wierząca osoba ma problemy z wieloetnicznym i wieloreligijnym społeczeństwem, to znajdzie takie formy religijności, które dadzą jej pewność, że jest kimś szczególnym i może się wynosić ponad innych. Może to znaleźć wyraz we współczuciu, ale również w akcjach zbrojnych, czego odzwierciedleniem jest powstawanie bożych armii w różnych religiach, przeobrażając wiarę w narzędzie wojny. Amerykanie doprowadzili do strategicznego sojuszu: radykalni muzułmanie z Arabii Saudyjskiej, ich współwyznawcy z Pakistanu i afgańscy mudżahedini przystąpili na początku lat 80. do wspólnej walki z bezbożnymi Sowietami, opłacani przez USA. Plan się sprawdził, ale mieszanki zapału religijnego i terroryzmu nie udało się już rozbroić. Mało tego, nikt nie jest w stanie jej kontrolować. Prawie cały Bliski Wschód wydaje się ofiarą szalejącego fanatyzmu religijnego, a w całym świecie muzułmańskim, od Maroka po Indonezję i w niemal wszystkich krajach, gdzie obecna jest liczna muzułmańska diaspora aktywnie działają islamskie organizacje ekstremistyczne[5]. Światowe religie jeszcze wyraźniej niż wartości dzieli biografia ich założycieli. Budda zdobywał zwolenników dzięki medytacji, Jezus głosił kazania i został ukrzyżowany, Muhammad zaczynał wprawdzie jako kaznodzieja i prozelita, ale potem podbił Półwysep Arabski i dał przykład, jak zdobywać świat w imię Boga. Łączy ich to, że ich wizja znacznie odbiega od współczesnego charakteru religii, których byli twórcami. Aby mieć pełny obraz dodać jeszcze należy judaizm i hinduizm. Każdy z tych pięciu wielkich systemów religijnych ma swoje ekstremalne odłamy, które prowadzą do radykalizacji wiernych i wyzwalają agresję. Są one również podatne na instrumentalne traktowanie przez władze. Często świecki nacjonalizm wykorzystuje i deformuje religijne wartości, ale także religijny ucisk nowoczesnego państwa narodowego jest równie niebezpieczny, czego przykładem jest działalność ultraortodoksyjnych partii i organizacji w Izraelu. Obserwuje się tu „religijną kontrrewolucję przeciwko świeckiej rewolucji ojców założycieli państwa. W jednym z sondaży 79% obywateli uznało, że w Izraelu osoby wyznania żydowskiego powinny mieć status uprzywilejowany. Politycy z coraz większą otwartością odwołują się do religijnych symboli i retoryki, wykorzystując w dyskursie decyzję Waszyngtonu o przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy w maju 2018 r. Założona w 2008 r. partia HaBayit HaYehudi (Żydowski Dom) wprowadziła syjonizm religijny do debaty publicznej. Jej członkowie zasiadają w Knesecie i rządzie. Przyciąga także świeckich Izraelczyków, którzy popierają bezkompromisową postawę wobec Palestyńczyków. Najjaskrawszym przejawem tych przemian jest konflikt o Wzgórze Świątynne. O ile wcześniej tylko jedno za skrajnych ugrupowań chciało odzyskać to święte miejsce dla Żydów, to obecnie aspiracje te są już powszechne wśród religijnych syjonistów, a skrajna prawica popiera te dążenia i podsyca wojownicze nastroje wśród ludności, licząc na przejęcie władzy (75% mieszkańców było niezadowolonych z rozejmu z Hamasem w listopadzie 2018 r.).
Niebezpieczne związki między religią a polityką to także specjalność wielu państw Afryki, borykających się z wielkim przyrostem liczby mieszkańców. Prezydent Ugandy Yoveri Museveni, sprawujący rządy od 30 lat przeciągnął na swoją stronę wielu przywódców religijnych. Blisko polowa z 35 mln Ugandyjczyków należy do jednego z niezależnych kościołów. W zamian za przywileje duchowni i samozwańczy apostołowie, przenoszą wojnę kulturową do polityki. Chrześcijańscy fundamentaliści propagują dosłowną interpretację Biblii, sprzeciwiają się teorii ewolucji, podburzają przeciwko gejom i lesbijkom, potępiają kontrolę urodzeń, przerywanie ciąży, sztuczną antykoncepcję. Nawet prezerwatywy są tabu i to na kontynencie o najwyższej zachorowalności na AIDS. Kościoły niezależne stały się w wielu krajach Afryki filarem władzy. Kto chce wygrywać wybory, musi dostać ich błogosławieństwo. Ruch ewangelikalny nigdzie nie rozprzestrzenia się tak szybko jak w Nigerii – i w żadnym innym kraju nie powstaje tyle nowych wspólnot religijnych kreujących nowych proroków. Fenomen kościołów wiąże się z biedą i brakiem perspektyw. Pastorzy obiecują zdrowie i dobrobyt. Od czasu do czasu pozorują jakiś cud, dzięki czemu nawracają zubożałe masy w takim tempie, o jakim tradycyjni chrześcijańscy misjonarze mogą tylko marzyć. Od początku XXI wieku fundamentalistyczni chrześcijanie uaktywnili swoje kampanie misyjne w Afryce. Ta walka o serca, dusze i umysły toczy się ze szczególną intensywnością w tzw. oknie 10/40, czyli w strefie między 10 a 40 stopniem szerokości geograficznej, zdominowanej przez ludność muzułmańską lub stanowiącej znaczną jej część. Trudno zatem o groźniejsze zarzewie konfliktu. W jednym ze strategicznych dokumentów chrześcijańskich fanatyków ogłoszono ten region „duchowym polem bitwy XXI wieku”. Wiele kampanii misyjnych w Afryce jest sterowanych i finansowanych przez nieprzejednanych fundamentalistów z tzw. pasa biblijnego w USA, którzy uważają się za bojowników ewangelikalnej prawicy. Są święcie przekonani, że toczą globalną walkę na śmieć i życie z Antychrystem w postaci islamu. Prawdziwe przyczyny konfliktu są natury politycznej, społeczno-gospodarczej i etnicznej. Toczy się rywalizacja o ograniczone zasoby naturalne, o grunty rolne, pastwiska i wodę. Jednak inspiratorzy po obu stronach konfliktu nieustannie grają kartą wyznaniową[6].
Fundamentalizmy stały się najgroźniejszymi „izmami” schyłku XX wieku i w obecnym stuleciu. Język religijnej nienawiści i jego propagowanie w przestrzeni publicznej przyczynia się do aktów agresji i przemocy. Jeszcze do niedawna wydawało się, że jedynie buddyzm pozbawiony jest agresywnego charakteru, ale wydarzenia w Mjanmie (oficjalna nazwa Birmy) i na Sri Lance zrewidowały ten pogląd. W obu państwach buddyzm stał się instrumentem skrajnego nacjonalizmu wymierzonego w mniejszości, kolejno muzułmańską i hinduistyczną. Wszędzie celem ataków zradykalizowanych wyznawców są obiekty kultu, przedstawiciele innych religii lub całe grupy społeczne, co niekiedy przekształca się w czystki etniczne. Bojownicy Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii zabijają nie tylko chrześcijan, lecz także tych sunnitów, którzy nie chcą im się podporządkować lub arbitralnie zostali uznani za mało bogobojnych (konflikt na Bliskim Wschodzie zamienił się w wojnę religijną pomiędzy sunnitami i szyitami). Hindusi prowadzą ataki wymierzone w chrześcijan na Wybrzeżu Malabarskim Indii i w Goa, a żydowscy ultraortodoksi w różne odłamy chrześcijan, muzułmanów i umiarkowanych współwyznawców lub świeckich Żydów na terenie Izraela. Z kolei na Filipinach chrześcijanie utworzyli szwadrony śmierci Ilaga (Szczur) mordujące muzułmanów w imię wyznawanej religii i w odwecie za dyskryminację chrześcijan na Mindanao. Przemoc o charakterze religijnym w wielu krajach nie ustępuje, lecz cyklicznie nasila się i opada.
Przykładem takiej przemocy jest toczący się od niemal stu lat konflikt muzułmańsko-hinduistyczny. Obie społeczności starały się urzeczywistnić swoją narodową tożsamość w okresie pełnym napięcia w Indiach, ale jedni i drudzy padli ofiarą świeckiego nacjonalizmu, czyli niezdolności do tolerowania mniejszości. W związku z tym, że ich światopogląd pozostawał zabarwiony duchowością, nacjonalistyczne uprzedzenia zafałszowały ich tradycyjną religijną wizję. Kiedy doszło do wzrostu przemocy pomiędzy muzułmanami a hinduistami w latach 20. XX wieku, organizacja Arja Samadź (Stowarzyszenie Ariów) stała się bardziej wojownicza. Na konferencji w 1927 r. powołała do życia kadrę wojskową o nazwie Arja Vir Dal (Armia Koni Ariów). Oświadczyli, że nowy bohater Ariów musi posiadać cechy kszatrii – kasty wojowników – odwagę, siłę fizyczną, a przede wszystkim profesjonalną umiejętność posługiwania się bronią. Jego zasadniczym obowiązkiem była obrona praw Ariów przed muzułmanami oraz Brytyjczykami. Arja obawiała się, że może okazać się gorsza od Rasztrija Swajamsewak Sangh – RSS (Narodowej Organizacji Ochotników), utworzonej trzy lata wcześniej przez Keszawa B. Hedgevara w centralnych Indiach. Podczas gdy Arja stosowała brytyjskie pojęcie „religii” w odniesieniu do hinduizmu, RSS połączyła tradycyjne religijne wartości z zachodnim nacjonalizmem. Była to przede wszystkim organizacja, w której chodziło o budowanie narodowo-religijnego państwa, stworzona w celu rozwijania etosu służby, oparta na lojalności, dyscyplinie i szacunku wobec spuścizny hinduizmu. W ten sposób w Indiach zaczęła rodzić się nowa religijność, która kultywowała siłę hinduizmu nie poprzez przywoływanie ahimsy (oporu bez stosowania przemocy), ale przez tworzenie tradycyjnego etosu wojownika. Jednak połączenie ideału kszatrii ze świeckim nacjonalizmem okazało się mieszanką wybuchową. Dla RSS Indie nie były jednostką terytorialną, ale żyjącą Boginią-Matką. Zawsze otaczano ją kultem jako świętą ziemię, także jej morza, rzeki i góry uważano za święte, choć przez całe stulecia bezcześcili ją cudzoziemcy, a w 1947 r. zadano jej gwałt przez dokonanie podziału na Pakistan i Indie. Zgodnie z tradycją Bogini Matka obejmowała wszystkich, ale z powodu nietolerancji względem mniejszości, zaszczepionej przez Brytyjczyków, RSS twierdziła, że nie może już tolerować muzułmanów ani buddystów ze wschodniej Azji. Dlatego też podział subkontynentu indyjskiego w 1947 r. rozpalił historię krzywd, która do dziś poważnie zatruwa stosunki panujące między muzułmanami a hinduistami[7].
Ci ostatni odgrywają coraz większą rolę polityczną. Radykalni hinduiści nie stroniący od fizycznej przemocy skierowanej przeciwko muzułmanom i chrześcijanom, są gorącymi zwolennikami hindutwy – idei łączącej hinduski nacjonalizm i fundamentalizm. O ich sile świadczy wybór w marcu 2017 r. kapłana Yogiego Adityanatha na premiera najludniejszego stanu Indii – Uttar Pradesz (ponad 220 mln mieszkańców). Premier kraju Narendra Modi powierzył tę funkcję Adityanathowi po przytłaczającym zwycięstwie nacjonalistycznej Bharatiya Janata Party – BJP (Indyjskiej Partii Ludowej) w wyborach parlamentarnych w Uttar Pradesz. Nowy stanowy premier o antymuzułmańskich poglądach, był oskarżany o próbą zabójstwa, podżeganie do nienawiści religijnej, zastraszanie i bezczeszczenie miejsc kultu. W przeszłości kapłan ostrzegał przed „dżihadem miłości” stosowanym przez muzułmanów. Jego zdaniem wyznawcy islamu celowo rozkochują w sobie hinduski, żenią się z nimi, a następnie zmuszają do zmiany religii. W odpowiedzi wzywał, aby każdy hindus nawrócił 100 muzułmanów przypadających na każdego konwertytę nawróconego na islam. Indie stają się krajem wyznaniowym. Powierzenie Adityanathowi stanowiska premiera stanu, w którym 14 proc. mieszkańców to muzułmanie, odczytywane jest jako jednoznaczny sygnał, że teraz rządzą wyznawcy hinduizmu, a muzułmanie muszą zacząć zachowywać się "właściwie". Omar Abdullah, jeden z czołowych indyjskich polityków muzułmańskich zauważył, że wyznawcy islamu w Uttar Pradesz mają powody, by z niepokojem patrzyć w przyszłość. Obaw tych nie rozwiewają zapewnienia rzecznika prasowego BJP mówiącego, że wszyscy obywatele są równi dla premiera i jego partii, która nie dyskryminuje pod względem religijnym. Jednak nominacja hinduistycznego kapłana z pewnością jest sygnałem postępującej klerykalizacji państwa indyjskiego w kierunku hinduizmu. BJP od dawna postrzegana jest jako partia, która bardzo mocno wspiera hinduizm, a jej przybudówki w gruncie rzeczy są bojówkami dążącymi do tego, żeby Indie stały się wyłącznie państwem wyznaniowym, hinduistycznym. Taka polityka partii rządzącej jest problemem dla wszystkich mniejszości religijnych, w tym dla chrześcijan, ponieważ bojówki BJP w przeszłości atakowały też chrześcijan w kilku stanach. Niebezpieczne przede wszystkim jest przyzwolenie BJP na tego typu starcia o podłożu teoretycznie religijnym, ale u ich źródeł tkwią nierówności społeczne i ekonomiczne. Być może wzrost siły politycznej hinduskich nacjonalistów i fundamentalistów nie miałby większego znaczenia, gdyby Indie nie graniczyły z Pakistanem, swoim największym wrogiem, w którym z kolei znaczący wpływ na politykę również wywiera nacjonalizm i fundamentalizm, ale w tym przypadku muzułmański. Nie należy również zapominać, że oba państwa są w posiadaniu broni atomowej[8].
Konflikty religijne, choć są młodszą formą wojen o dominację w historii ludzkiej cywilizacji, to przybierają często bardziej krwawy charakter i na długie lata są zarzewiem uprzedzeń, animozji i nienawiści. Oprócz Indii i Pakistanu, które stoczyły między sobą trzy wojny, dużo bliższym obecnych czasów przykładem była wojna na Bałkanach w latach 1992-1995, w której walki toczyli pomiędzy sobą katolicy (Chorwaci), prawosławni (Serbowie) i muzułmanie (Bosznacy), należący przecież do tej samej grupy ludów południowo-słowiańskich i mówiący tym samym językiem serbsko-chorwackim. Wszystkie strony tego konfliktu, w którym różnice religijne połączyły się z silnym nacjonalizmem, popełniały trudne do opisania okrucieństwa i zbrodnie. Nieco inny charakter miał konflikt północnoirlandzki, zakończony w kwietniu 1998 r. zawarciem Porozumienia Wielkopiątkowego, ale wciąż „tlący się” w postaci zamachów bombowych i prób ich przeprowadzenia oraz ataków na policjantów i strażników więziennych w Ulsterze dokonywanych przez spadkobierców Irlandzkiej Armii Republikańskiej – RIRA[9] i CIRA[10]. Irlandzkich katolików należących do IRA zwalczały brytyjskie siły bezpieczeństwa i protestanccy lojaliści z Ulster Volunteer Force (Ochotniczych Sił Ulsteru) i Ulster Defense Association (Stowarzyszenia Obrony Ulsteru). Wspomnieć również należy o konflikcie syngalesko-tamilskim na Sri Lance. W toczonej od lat 80. XX wieku do 2009 r. wojnie domowej pomiędzy Liberation Tigers of Tamil Elam – LTTE (Tygrysami Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu) i lankijskimi siłami rządowymi zginęło około 100 tys. osób. Był to konflikt etniczny pomiędzy aryjską większością Syngalezów (ok. 75% mieszkańców wyspy), a drawidyjską mniejszością Tamilów (ok.18%) oraz pomiędzy buddystami (Syngalezi) i hinduistami (Tamilowie). LTTE dążyła do utworzenia w północno-wschodniej części Sri Lanki niezależnego państwa lub autonomii. Cel ten zamierzała osiągnąć, stosując zmasowaną kampanię terrorystyczną.
Jedną z przyczyn współczesnych konfliktów religijnych i przemocy motywowanej religijnie jest fundamentalizm – słowo klucz, które otwiera drzwi do dyskusji na temat ortodoksji, herezji, sekt i upolitycznienia religii. Właśnie upolitycznienie religii sprawia, że to, co powinno się znajdować w sferze sacrum (w której koncentrują się wierzenia, praktyki religijne i życie duchowe wiernych), opuszcza jej granice i przenika do sfery profanum (sfery świeckości, życia materialnego), narzucając jej własne postrzeganie świata i sposób postępowania ludzi, niekoniecznie wyznawców tej samej religii. Fundamentalizm odwołuje się do początków religii, jej największej świetności, często zmitologizowanej, w świętych księgach upatruje główne źródło wiedzy i literalnie odczytuje nawoływanie do przemocy w imię realizacji religijnych, a właściwie politycznych celów[11].
Skrajna prawica
Ekstremizm (z łac. extremus – najdalszy, skrajny) oznacza szczególną postawę ideową i styl działania politycznego – tendencję do wyznawania i narzucania otoczeniu, za wszelką cenę, skrajnych poglądów w kwestiach światopoglądowych, ideologicznych i polityczno-ustrojowych. Jest to również gotowość i skłonność do stosowania najbardziej radykalnych i drastycznych metod i środków działania (przemocy i terroru) w celu osiągnięcia własnych celów politycznych, ekonomicznych lub ideologicznych. Ekstremizm jest cechą charakterystyczną ruchów skrajnej prawicy (nacjonalistycznych, rasistowskich, klerykalnych, faszystowskich) oraz skrajnej lewicy (anarchistycznych, komunistycznych). Ekstremistyczny charakter mają wszystkie ruchy terrorystyczne, a także militarystyczne[12]. Termin „ekstremizm” łączy się więc z określeniem tego, co ultraprawicowe i ultralewicowe. „Ultra” oznacza wykroczenie poza miarę lewicowości lub prawicowości, ignorowanie świadomości własnej ograniczoności[13]. Każdy ekstremizm charakteryzują uproszczenia w widzeniu świata, koncepcje naturalnego wroga, używanie pojęć odwołujących się do ogółu, idealizowanie, eksponowanie roli zwolenników określonego poglądu, wykorzystywanie wszelkich metod walki[14]. W demokratycznych strukturach społecznych ekstremalnymi poglądami i działaniami politycznymi są te, które nie akceptują wartości fundamentalnych dla demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Inaczej jest w strukturach nienależących do porządku społeczeństwa obywatelskiego. Tam, gdzie istnieje jeden, zwykle bardzo spersonifikowany podmiot polityczny i zarazem władczy, wszelkie inne struktury są traktowane jako ekstremalne[15].
Zachodnia liberalna demokracja, kierująca się prawami człowieka, wolnością słowa i wyznania coraz bardziej zatraca zdolność do ideologicznej konfrontacji nie tylko z obcymi religijnie i kulturowo mniejszościami, ale także z własnymi obywatelami przyjmującymi coraz bardzie skrajne postawy. Nie można mówić o podobieństwie do lat 70. i 80., gdy lewacki i prawicowy terroryzm opanowały w „latach ołowiu” Grecję, Włochy, Niemcy, Hiszpanię, Francję i Wielką Brytanię, a towarzyszył im terroryzm palestyński, lecz obserwujemy ostrą konfrontację radykalnych idei w cyberprzestrzeni i na ulicach wielu miast po obu stronach ekstremy politycznej, pomiędzy którymi znajdują się nielegalni imigranci i radykalny islam. W dobie powszechnego i błyskawicznie rozwijającego się dostępu do źródeł komunikacji elektronicznej i mediów społecznościowych ten konflikt musi narastać i coraz łatwiej będzie mu przekroczyć barierę przemocy fizycznej. Z pewnością jest ona powstrzymywana przez dobrą koniunkturę gospodarczą Europy. Nie wiadomo, jak długo ona potrwa. Choć protesty tzw. „żółtych kamizelek” w Paryżu, w listopadzie i grudniu 2018 r. pokazały, że do społecznej mobilizacji za pośrednictwem cyberprzestrzeni może dojść spontanicznie i szybko, bez żadnej ideologii i przywództwa. Trudno też przewidzieć, czy radykalna retoryka zastępować będzie przemoc powszechną na ulicach zachodnich miast w „latach ołowiu”, lecz sytuacja w wielu krajach staje się coraz bardziej napięta, a zderzenie różnych wartości otwiera drogę do wciąż nowych protestów. Sprzyja temu zjawisku minstreamowa klasa polityczna, kierująca się ideologią multikulturalizmu i poprawności politycznej, łagodnie traktująca i nie dostrzegająca zagrożenia ze strony wzrastającej w siłę mniejszości muzułmańskiej oraz popierających ją środowisk lewicowych i liberalnych. Ta sama klasa potępia coraz bardziej aktywne ruchy nacjonalistyczne, nazywając je często rasistowskimi, faszystowskimi i neonazistowskimi, zapominając lub nie wiedząc o tym, że antymuzułmańska retoryka nie ma nic wspólnego z wymienionymi przejawami skrajnie prawicowej ideologii. Hitlerowskie Niemcy widziały przecież w muzułmanach sojuszników przed i podczas drugiej wojny światowej. Antymuzułmańskość nie jest wyłącznie cechą skrajnej prawicy. Podobne stanowisko zajmują również prawicowi, liberalni i lewicowi politycy, autorzy i komentatorzy sceny politycznej nazywani przez zwolenników multikulturalizmu i poprawności politycznej islamofobami i rasistami. Etykietkę islamofobii przyklejają też autorom rzeczowej i konstruktywnej krytyki islamu rzetelni, wydawałoby się, badacze tego tematu także w Polsce. Wymienić należy chociażby Konrada Pędziwiatra, którego koncepcja islamu obywatelskiego w Europie dawno legła w gruzach[16]. Z drugiej strony nie należy zapominać o publikacji Moniki Bobako, w której autorka analizuje zjawisko islamofobii, powtarzającej wzory znane z europejskiego antysemityzmu i porusza fenomen polskiej islamofobii, właściwie bez muzułmanów w porównaniu z krajami zachodniej i północnej Europy[17]. Trudno jednak o islamofobię oskarżyć holenderskiego polityka Pima Fortuyna, zastrzelonego w maju 2002 r. przez Volkerta van der Graafa, aktywistę skrajnej lewicy, który zeznał przed sądem, że zabił Fortuyna w obronie muzułmanów, których polityk atakował w swoich wypowiedziach. Fortuyn był profesorem socjologii, homoseksualistą, zadeklarowanym zwolennikiem rozwiązłości i libertynizmu, ale krytycznie wypowiadał się na temat islamu. W jednym z programów telewizyjnych zachowywał się tak prowokacyjnie wobec pewnego holenderskiego imama, że ten wybuchł wściekłością na tle homoseksualizmu Fortuyna. Ostrzegał on przed zagrożeniem holenderskiej tożsamości, zwłaszcza liberalnego dziedzictwa kraju. Twierdził, że multikulturalizm nie działa, że prowadzi do powstawania równoległych społeczeństw, zwłaszcza w postaci muzułmańskich gett. Apelował, iż jest już najwyższy czas, aby Holandia zawróciła ze złej drogi. Jego polityczni przeciwnicy nazywali go Hitlerem, a bardziej umiarkowani Mussolinim. W udzielonym na krótko przed śmiercią wywiadzie telewizyjnym Fortuyn mówił o otrzymywanych pogróżkach i powiedział, że jeśli coś mu się stanie, to jego polityczni oponenci, którzy tak bardzo go demonizują, powinni wziąć na siebie część winy za nasłanie zabójcy. Oczywiście nie wzięli. Tydzień przed wyborami, kiedy Fortuyn wychodził z rozgłośni radiowej w Hilversun, zamachowiec kilka razy strzelił mu z bliska w głowę. Pogląd, że Fortuyn był faszystą i że duży odsetek społeczeństwa holenderskiego popierał faszystę nie zdołał się utrzymać. Dwa lata później islamski radykał, Muhammad Buyeri, zabił na ulicy w Amsterdamie holenderskiego filmowca Theo van Gogha (prawnuka słynnego malarza Vincenta). Głównym celem grupy terrorystycznej, do której należał Buyeri (tzw. komórka Hofstad), była Somalijka Ayan Hirsi Ali, obnażająca zakłamanie islamu i jego wyznawców. Była ona jednak dobrze chroniona przez policję, podczas gdy van Gogh odmówił policyjnej ochrony. Był on również znienawidzony przez islamskich ekstremistów, ponieważ wraz z Hirsi Ali zrealizował krótki film, pt. Submission (Uległość), którego celem było zwrócenie uwagi na przemoc wobec kobiet stosowaną w świecie muzułmańskim. W 2006 r. Ayan Hirsi Ali odebrano holenderskie obywatelstwo (miesiąc później tę decyzję uznano za nieważną, jednak wyjechała on do USA). Powodem było podanie przez nią nieprawdziwych okoliczności ucieczki z Somalii podczas przesłuchania w sprawie azylu w 1992 r. Procedura odebrania jej obywatelstwa trwała jeden dzień, co najprawdopodobniej było urzędową zemstą wobec wyrażanej przez nią otwartej krytyki islamu. Holenderskie władze imigracyjne obecnie nie są już tak skrupulatne. Zezwalają na pobyt imigrantom z krajów muzułmańskich, co do których istnieją poważne wątpliwości dotyczące ich tożsamości, a nawet obywatelstwa. Ideowym spadkobiercą Pima Fortuyna został agnostyk Geert Wilders, przewodniczący założonej w 2006 r. narodowo-liberalnej, eurosceptycznej i antyimigranckiej Partij voor de Vrijheid – PVV (Partii na rzecz Wolności). W 2008 r. wyemitował w Internecie swój 17-minutowy film pt. Fitna, w którym zdjęciom stron Koranu towarzyszyły filmowe migawki zamachów terrorystycznych. Domagał się zakazania w Holandii świętej księgi islamu, ponieważ namawia ona do nienawiści i zabójstw, a więc nie ma dla niej miejsca w holenderskim systemie prawnym. Wilders obrzucany jest inwektywami przez muzułmanów i przeciwników politycznych. Od lat jest całodobowo chroniony przez policję i służby. Podczas wyborów do parlamentu w 2017 r. jego partia uzyskała trzecie miejsce. W wyniku takiej polaryzacji poglądów zaciemnia się różnice między rzeczywiście ksenofobicznymi zachowaniami wobec muzułmanów a uzasadnionym krytycyzmem wobec nagannych i wrogich postaw wielu przedstawicieli tej mniejszości w Europie. Te rozbieżności w percepcji wykorzystują oczywiście organizacje, które wprost można nazwać neofaszystowskimi, bowiem ten polityczny blowback dla postronnych obserwatorów i komentatorów prowadzi do wzrostu liczebności ich szeregów. W debacie politycznej nadużywa się też słowa „nacjonalizm”. Na przykład w listopadzie 2018 r. Angela Merkel oskarżyła o nacjonalizm państwa sprzeciwiające się podpisaniu „Globalnego Paktu dla Bezpieczeństwa, Uporządkowanej i Regularnej Migracji” („Global Compact for Safe, Orderly and Regular Migration”) przyjętego przez ONZ, a stanowiącego moim mniemaniu cywilizacyjne zagrożenie dla Europy, ponieważ akceptuje legalność nielegalnej imigracji i ją ułatwia. Wiadomo przecież, że odbywać się ona będzie nie z naszego, lecz na nasz kontynent z decydującą przewagą muzułmańskich imigrantów z państw Azji i Afryki, jak to ma miejsce do tej pory. Brak głębszej refleksji w tym temacie ze strony Brukseli i konsensus Organizacji Współpracy Muzułmańskiej, drugiej pod względem wielkości po ONZ, nie wymaga komentarza. W dniu 10 grudnia 2018 r. w Marrakeszu (Maroko). Pakt został podpisany przez 164 państwa spośród 193 należących do ONZ. Z pewnością wcześniej czy później znowu znajdzie potwierdzenie teza, że nielegalna imigracja to powtarzająca się historia nieprzewidzianych konsekwencji, co przełoży na wzrost popularności skrajnej prawicy.
Opisanemu wyżej środowisku amerykańskich neokonserwatystów przypisuje się utworzenie i rozpowszechnienie neologizmu „islamofaszyzm”. Neokonserwatywny tygodnik The Weekly Standard przypisał autorstwo tego słowa dziennikarzowi Stephenowi Schwartzowi[18], współpracującemu z FrontPage Magazine, kontrowersyjną witryną internetową prowadzoną przez Davida Horowitza. Jednak już wcześniej terminu tego użył historyk Malis Ruthen, który na łamach dziennika The Independent w dniu 8 września 1990 r. zamieścił artykuł zatytułowany: Autorytaryzm rządowy, żeby nie powiedzieć islamofaszyzm, jest w Maroku i Pakistanie raczej regułą niż wyjątkiem. Do upowszechnienia słowa „islamofaszyzm” w USA przyczynił się Christopher Hitchens, a dzięki Bernardowi Lewisowi, mentorowi Schwartza, termin dotarł do Białego Domu, znajdując miejsce w prezydenckim dyskursie[19]. O „islamskim faszyzmie” mówił publicznie George W. Bush. Po raz pierwszy posłużył się tym pojęciem na konferencji prasowej w sierpniu 2006 r., a potem powtarzał wielokrotnie podczas oficjalnych przemówień, stawiając obok siebie różne ruchy muzułmańskie: Al-Kaidę, Braci Muzułmanów, Hamas czy Hezbollah, uznając je za spadkobierców zarazem nazizmu i komunizmu. Wojna z terroryzmem miała być zatem wojną z islamskim faszyzmem.
Jednak ruchy określone przez administrację Busha jako faszystowskie nie mieszczą się w tej kategorii. Wielu autorów oddziela islam od islamizmu, definiując ten ostatni jako upolitycznioną formę religii muzułmańskiej, a dokładniej jako nurt w muzułmańskiej myśli politycznej, traktującej islam jako ideologię i wykorzystujący ją w walce politycznej w celu utworzenia systemu opartego na szariacie. Nie jest to jednak nowe zjawisko, jak widzą to ci sami autorzy, ponieważ sfera polityczna jest częścią islamu od początku jego istnienia. Islam jest bowiem nie tylko religią, ale także ideologią i obejmuje wszystkie dziedziny życia człowieka, ponieważ brak w nim rozdziału sacrum od profanum. W związku z tym muzułmańskie organizacje ekstremistyczne nie instrumentalizują islamu, jak pisze wielu autorów. Członkowie tych ugrupowań są gorliwymi, często fanatycznymi wyznawcami, działającymi z boskiego przyzwolenia. Radykalne organizacje islamskie są najczęściej ponadnarodowe, odległe od nacjonalizmu charakteryzującego europejski faszyzm. Nierozłącznie związany z faszyzmem korporacjonizm, rozumiany jako ścisłe połączenie państwa oraz przedsiębiorstw i związków zawodowych, jest na gruncie islamskim nieobecny, choć ścisłe związki między kupcami bazarowymi (tzw. bazari) z reżimem ajatollahów w Iranie mogą być co najwyżej namiastką korporacjonizmu. Co więcej, ruchy islamistyczne nie są na ogół wspierane przez wojskowo-przemysłowy potencjał kraju, również z wyjątkiem Iranu. Faszyzm i nazizm były ruchami masowymi, funkcjonującymi na zasadzie upolitycznienia szerokich rzesz społeczeństwa, przy niemal powszechnej akceptacji społecznej. Choć na gruncie muzułmańskim odnajdziemy pewne elementy faszyzmu, to jednak sam termin „islamofaszyzm” wydaje się tu mało stosowny. W świecie arabskim i muzułmańskim istniało przed Arabską Wiosną w 2011 r. wiele dyktatur[20] i współcześnie też obecne są autorytarne reżimy, które określić można jako faszyzujące, ale daleko im do faszystowskich. Jednak te oczywiste różnice miały niewielkie znaczenie dla neokonserwatywnej ekipy George’a Busha, która zdominowała politykę zagraniczną USA. „Islamofaszyzm” był użyteczny ze względu na niesiony przezeń ładunek emocjonalny, dzięki któremu łatwiej wzbudzano strach i przekonywano świat, że Zachód prowadzi walkę przeciwko nowej formie faszyzmu[21]. Jednak od powstania Państwa Islamskiego w 2014 r. pojawiły się opinie, aby ten ruch określać mianem faszystowskiego i umieszczać go w nurcie wojowniczych, ekstremistycznych prawicowych organizacji, zamiast błędnie zidentyfikować jako efekt politycznego islamu i legalnych politycznych partii "islamistycznych"[22].
Obecnie również jesteśmy świadkami nadużywania terminu „faszyzm”. Faszystami nazywa się Donalda Trumpa, Władimira Putina, czy prezydenta Filipin Rodrigo Duterte, noszącego przydomek „The Punisher”. W 2017 r. prezydent Recep Tayyip Erdoğan porównał władze Holandii do faszystów, a Holandię nazwał krajem „niedobitków nazizmu i faszystów”, gdy rząd tego kraju nie wyraził zgody na lądowanie samolotu z ministrem spraw zagranicznych Turcji Mevlutem Cavusoglu na pokładzie. Cavusoglu zamierzał uczestniczyć w wiecu, by przekonywać w Rotterdamie turecką społeczność w Holandii do głosowania w referendum 16 kwietnia 2017 r. za zwiększeniem uprawnień prezydenta Turcji. Wkrótce, Erdoğan i inni wysocy rangą przedstawiciele tureckich władz, wielokrotnie porównywali do "nazistowskich i faszystowskich praktyk" działanie niektórych krajów w Europie. Głównie Niemiec i Holandii, a na koniec ostrzegli całą Europę przed pułapką faszyzmu. Słowa „faszyzm” nadużywają również przedstawiciele państw UE i dziennikarze w stosunku do ugrupowań i partii antyimigranckich i antymuzułmańskich. Im mniej w XXI stuleciu prawdziwy faszyzm stawał się widoczny, tym bardziej samozwańczy antyfaszyści potrzebowali faszyzmu, żeby nadać sens swojej działalności politycznej. Nazywanie faszystami ludzi, którzy nimi nie byli, okazywało się politycznie korzystne. Zresztą to samo dotyczy zarzutu rasizmu. Terminom „faszyzm” i „rasizm” nadaje się szeroki zakres. Oskarżeni o faszyzm i rasizm płacili często trwałą lub czasową polityczną karierą, a stawienie takich nieuzasadnionych zarzutów nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami. Dziennikarze też przyzwyczaili się do pisania o „wzroście skrajnej prawicy”, która w rzeczywistości jest nową populistyczną prawicą[23]. W sytuacji, gdy politycy i media nazywają jakiś ruch skrajnie prawicowym, oczywiście ruch taki przyciągnie prawicowych ekstremistów, nawet jeżeli jego władze będą się starać, aby ich do siebie nie dopuszczać. Jednak prawdą jest również, że w całej Europie istnieją organizacje złożone z autentycznych faszystów i rasistów. Problem z pojęciami jak "faszyzm" czy "naziści" polega na tym, iż są używane tak często i w tak różnych sytuacjach, że dawno już straciły jakiekolwiek rzeczywiste znaczenie. Wystarczy tylko otworzyć Wikipedię pod odpowiednim hasłem by odczytać poprawne znaczenie terminów „faszyzm” i „nazizm”, by nie szafować nimi w dowolnych okolicznościach. To samo dotyczy terminów „neofaszyzm” i „neonazizm”, bardziej przystających do działalności wielu ugrupowań skrajnie prawicowych. Co ciekawe Grupa Robocza Klubu Berneńskiego ds. Ekstremizmów Prawicowych określiła obszary związane z takimi zagrożeniami, wśród których znalazły się zbliżone do współczesnego faszyzmu i nazizmu lub kierunków i celów ich działalności, ale jako takich ich nie wymieniła[24].
Jak sugeruje przedrostek „neo” przed słowami faszyzm i nazizm, współczesne ideologie nie są z ich pierwowzorami identyczne. Zmieniają się, ewoluują. To, co pozostaje wspólne, to motywowana ideologicznie nienawiść do wybranych grup, wpisywanie tej nienawiści w konkretne cele polityczne i odwoływanie się do przemocy przy ich realizacji. Jeśli przyjmiemy tak pojmowaną definicję neonazizmu, okaże się, że jest on obecny niemal w całej Europie i nie tylko. Większość ugrupowań neonazistowskich wyznaje ideologię tzw. trzeciej pozycji (trzeciej drogi), to znaczy ani lewicowej, ani prawicowej, stanowiąc połączenie wybranych z nich haseł i celów, które można określić jako: faszyzm, korporacjonizm, anarchizm, narodowy bolszewizm, narodowy socjalizm, narodowy syndykalizm i strasseryzm[25]. Obecnie trzecia droga poszukuje wspólnych celów z klasą robotniczą, sojuszy z różnymi ruchami separatystycznymi i wyzwoleńczymi w krajach wysoko rozwiniętych oraz dąży do segregacji etnicznej. Odrzuca jednocześnie marksizm w postaci klasycznego socjalizmu i liberalizm gospodarczy. Początkowo dystansowała się od faszyzmu, nazizmu i separatyzmu rasowego. Trzecia pozycja stała się ideologią ugrupowań neonazistowskich i partii skrajnie prawicowych w wielu krajach Europy i Ameryki. W Polsce odwołuje się do niej Narodowe Odrodzenie Polski (NOP). Międzynarodówka faszystowska tworzy międzynarodową trzecią pozycję. Ma ona swoje oddziały m.in. w Wielkiej Brytanii, Rumunii, Hiszpanii. Stowarzyszona z nią jest również Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD), która odwołuje się do dorobku NSDAP. Jednak to organizacja Reichsbürger (Obywatele Rzeszy) ściśle identyfikuje się z III Rzeszą. Jej członkowie nie uznają Republiki Federalnej Niemiec jako państwa. Twierdzą, że nadal istnieje Rzesza Niemiecka w granicach z 1937 roku, w związku z czym Ustawa Zasadnicza, czyli Konstytucja RFN i utworzone na jej podstawie organy władzy państwowej są nielegalne i Obywatele Rzeszy odmawiają im posłuszeństwa. To samo dotyczy sądownictwa oraz systemu podatkowego. Dla członków organizacji prawowitą władzą jest Kommissariche Reichsregierung (Komisaryczny Rząd Tymczasowy) lub Exilregierung (rząd na wygnaniu). Posługują się oni fantazyjnymi dokumentami np. paszportami "Niemieckiej Rzeszy" i nie stronią od przemocy, w tym ataków terrorystycznych.
Na świecie działa duża liczba organizacji neonazistowskich gloryfikujących rasizm, antysemityzm, kult siły i prawo białego człowieka do panowania nad światem. Współczesne hasła rasistowskie odnoszą się do obcokrajowców, mniejszości narodowych, szerzą nienawiść wobec obcych i tych, którzy akceptują demokratyczny, liberalny i multikulturowy kierunek rozwoju społecznego. Neonazizm od niemieckiego narodowego socjalizmu (nazizmu) odróżnia przede wszystkim panaryjskie (indoeuropejskie) pojmowanie narodów Europy w przeciwieństwie do hitlerowskiego pangermanizmu. Wiele organizacji neofaszystowskich i ultraprawicowych atakowało społeczeństwo i struktury państwowe w celu wywołania niepokoju w społeczeństwie i zastraszenia go, jednak nie w celu destrukcji państwa, lecz aby okazać słabość państwa demokratycznego i braku możliwości skutecznego rządzenia. W związku z tym celem terroryzmu prawicowego było wprowadzenie rządów silnej ręki jako antidotum na całe zło. Wiele ugrupowań neonazistowskich, w tym najbardziej znane jak Blood & Honour czy Combat 18, choć uznaje Adolfa Hitlera za twórcę ideologii narodowego socjalizmu, odcina się od niektórych jego poglądów, postaw i działań. Zmiana nazwy z nazizmu na neonazizm nastąpiła w latach 80. XX w. pod wpływem protestów społeczeństw szczególnie pokrzywdzonych podczas II wojny światowej.
Według socjologów fenomen ruchów neonazistowskich wiąże się z kilkoma czynnikami, przede wszystkim z gniewem i młodzieńczym buntem, który nakazuje młodym ludziom wykraczanie poza społecznie akceptowalne ramy. Dużą rolę odgrywa również chęć przynależności do określonej grupy, stąd powstają coraz to nowe formacje, strukturą przypominające gangi. Nowe pokolenie nacechowane jest również silnym materializmem, charakterystycznym również dla III Rzeszy[26]. Obecnie swastyka to nie tylko symbol, ale także marka, która doskonale się sprzedaje – zarówno chińskiej produkcji figurki z nazistowskimi orłami, jak i sztylety ze swastyką, czy napisany przez Hitlera Mein Kampf[27]. Część organizacji neonazistowskich kontynuuje używanie swastyki. Inne natomiast tworzą symbole oparte na jej większym lub mniejszym przekształceniu lub używają symboliki nawiązującej do etnicznych tradycji. Spotyka się zatem różne krzyże, trykwetry, znaki pisma runicznego i innych starożytnych alfabetów, wizerunek podwójnej siekiery (labrys) oraz inne symbole. Ważną rolę pełni symbolika liczb. Jest ona również bardzo rozbudowana. Liczba 18 stanowi odniesienie do pierwszej i ósmej litery alfabetu tj. „A” i „H” będących inicjałami imienia i nazwiska Adolfa Hitlera. Liczba 28 odnosi się do drugiej i ósmej litery alfabetu, stanowiąc skrót od Bloo&Honour; 84 oznacza skrót wyrażenia „Heil Deutschland” lub pozdrowienia „Heil dir” („Cześć Tobie”), 88 – „Heil Hitler”[28], 444 – „Deutschland den Deutschen” („Niemcy Niemców”), 19/8 – „Sieg Heil”, 1919 – jako podwójna liczba 19 oznacza skrót SS. Istnieją jeszcze inne symbole liczbowe i skróty literowe, np. JOG, czyli „Jewish Occupied Governmenrt” („Rząd okupowany przez żydów”) lub WAR – „White Aryan Resistance” („Opór Białych Aryjczyków”).
Neonazizm jest silnie rozwinięty w USA, Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Rosji i wielu innych krajach. W ostatnich latach w niektórych państwach Europy Zachodniej muzułmanie zaczęli przejmować od Żydów rolę wrogów w ideologii ugrupowań skrajnie prawicowych. Islamofobia zastępuje antysemityzm. Przykładem tej ewolucji może być antysemicka i negacjonistyczna niegdyś British National Party – BNP (Brytyjska Partia Narodowa), która w wyborach lokalnych zabiegała o głosy Żydów, przekonując ich, że muzułmanie są wspólnym zagrożeniem. We Francji National Front (Front Narodowy) z kolei wystawił nawet kolorowych kandydatów, by pokazać, że czarni obywatele – w przeciwieństwie do Arabów – mogą przyjąć wartości V Republiki, zaś w belgijskiej Antwerpii neonaziści zawarli na szczeblu lokalnym sojusz z Żydami, wymierzony przeciw muzułmańskim imigrantom. Wskazuje się również na coraz bardziej ścisłe związki między neonazistami a pseudokibicami. Fala rasistowskiej przemocy w wykonaniu kibiców piłkarskich klubów sportowych zmusiła państwa UE do powołania w 1999 r., podczas konferencji w Wiedniu, federacji Footbal Against Rasizm in Europe (FARE), sponsorowanej przez Komisję Europejską, zrzeszającej różne grupy z krajów Europy walczące z faszyzmem. Posiada ona status oficjalnego partnera UEFA, a informacje o jej działaniach pojawiają się na oficjalnej stronie internetowej UEFA. Eksperci badający skrajną prawicę już wcześniej zwracali uwagę na szerzenie się neonazistowskiej ideologii na stadionach sportowych, ale związki między tymi dwoma subkulturami nigdy nie były tak widoczne, szczególnie w Niemczech. W 2012 r. powstał serwis społecznościowy pseudokibiców GnuHonnters (od New Hunters – Nowi Łowcy) i organizacja o tej samej nazwie, która zjednoczyła 17 grup. Ich wspólnym wrogiem są lewicowcy na stadionach. Na początku 2014 r. pseudokibice wraz z neonazistami próbowali zakłócić manifestację Pierre’a Vogla alias Abu Hamza, słynnego islamskiego kaznodziei w Monchengladbach i Mannheim. Wówczas było ich od 100 do 200. Ale gdy w Internecie pojawiły się nagrania zabójstw amerykańskich żołnierzy dokonanych przez dżihadystów skrajna prawica zdołała zmobilizować młodych ludzi w Niemczech pod hasłem „Hooligans gegen Salafisten” („Kibole przeciw Salafitom” – w skrócie HoGeSa), co przekształciło się w ruch młodzieżowy.
Neonazizm ma również swoje „egzotyczne odmiany”. Na przykład społeczności młodych Tajów i Indusów sformowały neonazistowskie grupy w swoich krajach. W Chile natomiast powstała Patria Nueva Sociedad, a na Tajwanie National Socialism Association. Oficjalnie wszystkie te „egzotyczne” ugrupowania twierdzą, że ze spuścizny Fűhrera czerpią tylko pozytywy, jak na przykład hitlerowskie paradygmaty ekonomiczne, natomiast wystrzegają się ksenofobii, antysemityzmu, homofonii i forsowania ideologii siłą. Jednak rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Najlepszym przykładem są mongolskie organizacje działające przede wszystkim w Ułan Bator: Tsagaan Khass (Biała Swastyka), Khukh Mongol (Błękitna Mongolia), Dayar Mongol (Zjednoczona Mongolia) i Gal Undesten (Naród Ognia), które mają na celu krzewienie patriotyzmu oraz ochronę społeczeństwa przed „zbrodniczymi czynami” cudzoziemców, przede wszystkim Chińczyków, których należy wypędzić z kraju. Organizacje te liczą razem ok. 3 tys. członków, co jak na rozległy kraj, ale słabo zaludniony, w którym żyje zaledwie 3 mln mieszkańców, wcale nie jest mało. Wymienione ugrupowania współpracują ze sobą i podobno rozważają zjednoczenie. Jeden z założycieli Tsagaan Hass stwierdził m.in.: „Adolf Hitler jest osobą zasługującą na szacunek. Nauczył nas jak zachowywać narodową tożsamość. Nie zgadzamy się z jego ekstremizmem i nadużywaniem siły oraz wywołaniem II wojny światowej. Popieramy tylko jego ideologię”. Wśród mongolskich rasistów przekazuje się pogłoski, że Pekin prowadzi tajną politykę, zachęcając mężczyzn, aby uprawiali seks z Mongołkami. Na murach stolicy można było przeczytać napisy wzywające do przemocy przeciwko Chińczykom. Mongolscy neonaziści grozili kobietom ogoleniem głowy w razie romansu z Chińczykami. W 2008 r. przywódca Błękitnej Mongolii został skazany za zamordowanie partnera swojej córki. Młody człowiek był Mongołem, jednak odważył się studiować w Chinach[29].
Ideologowie mongolskich neonazistów zwracają uwagę, że Mongolia znalazła się między światowymi potęgami – Rosją i Chinami. Dawna ojczyzna Czingis-chana długo była satelickim państwem Moskwy. Jeśli chce utrzymać niezależność, musi zachować czystość narodową. Niebezpieczna jest zwłaszcza cicha inwazja Chińczyków, którzy, jak twierdzą mongolscy neonaziści, handlują narkotykami i czerpią zyski z prostytucji. Wrogość wobec Chińczyków jest specyficzną cechą mongolskiego neonazizmu. Wyznawcy brunatnej ideologii w Mongolii przedstawiają się jako patrioci, którzy bronią obywateli przed cudzoziemskimi kryminalistami, rażącymi nierównościami społecznymi, nędzą oraz bezczynnymi politykami. Zamierzają też chronić złoża surowców mineralnych kraju przed zagranicznymi inwestorami. Wielu mieszkańców Ułan Bator przyjęło ideologię neonazistowską od ksenofobicznych organizacji, które powstały na terenie dawnego ZSRR, w tym od Białych Wilków (Biełyje Wołki) łączonych z licznymi atakami wandalizmu i prześladowań na tle rasowym. Część członków tej organizacji trafiła do więzień po atakach na ulicach Moskwy i zamordowaniu obywateli państw Azji Centralnej.
Zagaś Erdenebileg, przywódca Dayar Mongol, najpotężniejszego z wymienionych wyżej ugrupowań, czterokrotnie bezskutecznie kandydował do parlamentu swego kraju (większość społeczeństwa odrzuca ekstremistyczny światopogląd). Wielką czcią obdarza on Czingis-chana. Uważa, że ten twórca średniowiecznego mongolskiego imperium wywarł ogromny wpływ na Hitlera, którego bardzo szanuje. Założyciel Białej Swastyki, Ariunbold Altankhuum, przedstawiający się jako Wielki Brat, również darzy szacunkiem wodza III Rzeszy, który nauczył mongolskich neonazistów zachować tożsamość narodową. Choć nie zgadza się on z ekstremistycznymi poglądami Hitlera, rozpętaniem II wojny światowej, to popiera jego ideologię. Aktywiści tej organizacji podkreślają, że swastyka jest starożytnym azjatyckim symbolem, lecz grupa przejęła także barwy hitlerowskich Niemiec, orła III Rzeszy oraz nazistowskie pozdrowienie. Z kolei obecny lider Białej Swastyki, zapewnił, że jego organizacja pilnuje aby przestrzegane było prawo. Celem organizacji jest wywieranie nacisków na polityków i media, aby zaczęli działać w kierunku ochrony mongolskiej tożsamości i zatrzymaniem obcych wpływów[30].
Najciekawszy jest przypadek neonazistów izraelskich. Zrzeszyli się oni w organizacji Patrol 36, założonej przez ośmiu młodych rosyjskich Żydów, którzy trafili do Izraela, na czele z Erikiem Bonite alias Eli Nazista. W miarę jak rosły szeregi ugrupowania, jego członkowie dopuszczali się coraz bardziej zuchwałych ataków. Napadali m.in. na synagogi i ortodoksyjnych Żydów. Bezcześcili święte miejsca symbolami swastyki, niszcząc przy okazji własne dziedzictwo. Fakt przynależności do niższego gatunku w hitlerowskim świecie dostrzegł przywódca izraelskich neonazistów Erik Bonite, który przysiągł nigdy nie mieć dzieci, ponieważ jego dziadek był w połowie Żydem, zaś on jako zwolennik doktryny Hitlera: „nie chce być ojcem żadnego śmiecia, który miałby w żyłach chociaż promil żydowskiej krwi”[31].
Zamachy w Norwegii przeprowadzone przez Andersa Breivika w dniu 22 lipca 2011 r., w których zginęło 77 osób, spowodowały wzrost wpływów tzw. organizacji kontrdżihadystycznych, kierujących się nienawiścią wobec imigrantów z krajów muzułmańskich. Do maja 2012 r. zidentyfikowano 190 ugrupowań promujących antyislamską ideologię, w tym 133 w Europie (siedem z nich działa w Norwegii), a 47 w USA. Amerykański kontrdżihadyzm jest silnie związany z neokonserwatywnymi i ewangelickimi organizacjami, które promują negatywne postrzeganie islamu, mniejszości muzułmańskiej oraz kultury islamskiej. Kryzys gospodarczy spowodował podsycanie strachu przed radykalnym islamem oraz poczucie, że zagraża on europejskim swobodom. Z drugiej strony trudno się nie zgodzić z takimi obawami, skoro mniejszości muzułmańskie, domagają się coraz więcej ustępstw, izolują się we własnym środowisku i starają się narzucać własne prawa i obyczajowość, nie stroniąc przy tym od agresji werbalnej i fizycznej. Wśród najbardziej wpływowych postaci ruchu kontrdżihadystycznego wymienia się m.in. przywódcę English Defense League – EDL (Angielskiej Ligi Obrony), Stephena Yaxleya-Lennona, ale również osoby, które zwykle nie pojawiają się na pierwszych stronach gazet, np. magnatkę rynku nieruchomości Ann Marchini. Działa ona w brytyjskim oddziale Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Swobód Obywatelskich z siedzibą w Fairfax w stanie Wirginia. Koordynuje on działania grup i pojedynczych ochotników w ponad 20 krajach, prowadzi stronę internetową Counter-Jihad Europa, której zadaniem jest zrzeszać inicjatywy przeciwdziałające islamizacji Europy.
W marcu 2012 r. powstała w Belgii ogólnoeuropejska organizacja Kobiety przeciw Islamizacji. Przemówienie z tej okazji wygłosiła żona Nicka Griffina prezesa British National Party. Na początku 2012 r. powstała organizacja Stop Islamisation of Nations (SION), której zadaniem jest zrzeszanie kontrdżihadystów całego świata oraz promocja ich ideologii. Inauguracyjny szczyt SION zaplanowany odbył 2012 r. w Nowym Jorku i zbiegł się z obchodami rocznicy zamachów z 11 września 2001 r. W Europie działa natomiast organizacja Stop Islamisation of Europe (SIOE), luźno zrzeszająca krajowe ligi obrony, w tym Polską Ligę Obrony. Motto SIOE brzmi: Rasizm jest najwyższą formą głupoty, ale islamofobia to szczyt zdrowego rozsądku. Powstanie antymuzułmańskich ruchów i organizacji wiąże się z radykalizacją środowisk europejskich muzułmanów, zwłaszcza w kontekście konfliktu w Syrii i Iraku. Zwraca się uwagę na wzrost liczby konwertytów, którzy niemal z miejsca cechuje neoficki zapał, wojownicza duchowość i zdolność do religijnego poświęcenia. Radykalizacja muzułmanów postępuje przy tym w zakładach karnych, podobnie jak w Wielkiej Brytanii w latach 70. gdy do więzień trafiali członkowie IRA i analogicznie do radykalizacji białych rasistów osadzanych w amerykańskich zakładach karnych. Niewątpliwie proces religijnej radykalizacji muzułmanów rodzi nowe pole konfliktów z organizacjami skrajnie prawicowymi w krajach Europy.
Należy zwrócić uwagę, iż od lat 90 powoli, ale rośnie poparcie społeczne dla ugrupowań skrajnie prawicowych w Europie, szczególnie populistycznych. Dzisiejszy prawicowy populizm powstał w wyniku połączenia się dwóch nurtów: ksenofobicznego i neoliberalnego. Rozwiniętą formę nowej populistycznej prawicy wypracował we Francji w latach 80. Front National, utworzony w 1972 r. jako konglomerat prawicowych populistów i neofaszystów. Pod przywództwem Jean-Marie Le Pena wykorzystał reakcję przeciwko socjalistycznym rządom François Mitteranda i w 1984 r. uzyskał 11% głosów w wyborach europejskich. Do końca lat 80. populistyczna prawica była geograficznie wyizolowana, a Le Pen był przedstawiany jako swego rodzaju specyficzna „francuska choroba”. Rozszerzaniu się tego nurtu na inne kraje sprzyjał upadek komunizmu. Początek dali mu w Niemczech Die Republikaner, którzy w wyborach europejskich w 1989 r. uzyskali 7,1% głosów. Zjednoczenie Niemiec w 1990 r. zbiegło się w czasie z falą ksenofobicznej przemocy, zwłaszcza w landach zachodnich. Z kolei poparcie dla Freiheitliche Partei Österreichs – FPÖ (Wolnościowej Partia Austrii) wzrosło do 16,6% w 1990 r., a w samym tylko Wiedniu do 22,9% (1991 r.). Sukcesy przyniósł prawicowym populistom rok 1991: w Szwajcarii Auto-Partei uzyskała 8,5% głosów, a lokalna Lega dei Ticinesi (kanton Tessin) – 23,5%, w Szwecji Ny Demokrati – 6,7%, w Belgii Vlaams Blok – 6,6%. Nawet w Luksemburgu próbował zaistnieć prawicowy Luxemburger Nationalbewegung. Nowy impuls zyskała pozasystemowa prawica wraz ze zwycięstwem wyborczym (26,9%) FPÖ. Jej przywódca Jörg Haider nie miał zamiaru złagodzić swego eurosceptycznego i antyimigranckiego stanowiska, co zaowocowało międzynarodowym bojkotem Austrii i osłabieniem partii. Jednak za Austriakami poszli inni. W kwietniu 2002 r. Francja i Europa przeżyły szok, gdy Jan-Marie Le Pen przeszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich. W maju tego samego roku Lijst Pim Fortuyn – LPF (Lista Pima Fortuyna), choć bez swego zamordowanego założyciela, zdobywszy 17% głosów, zajęła drugie miejsce w holenderskim parlamencie. Najnowsza faza ekspansji prawicowego populizmu rozpoczęła się wraz z kryzysem ekonomicznym w 2008 r. Wzrost bezrobocia, a co za tym idzie – także obciążeń systemu socjalnego – zaostrzył konkurencję na rynku pracy między autochtonami i imigrantami i wpłynął korzystnie na wyniki wyborcze populistycznej prawicy[32].
Jedną z przyczyn rosnącego poparcia dla populistycznej prawicy w Europie jest również poszerzająca się przepaść pomiędzy zwykłymi robotnikami a ludźmi bogatymi. Populiści dążą do zniszczenia Unii Europejskiej, przeciwstawiają się też globalizacji rozumianej jako rządy koncernów. Uznają za niedopuszczalne, że członkowie zarządów i rad nadzorczych wielkich instytucji gospodarczych zarabiają często w ciągu dnia tyle, ile wynosi roczny dochód zatrudnionego w nim robotnika. Jednak niektóre partie skrajnie prawicowe w wielu przypadkach coraz mniej różnią się od tzw. prawicy głównego nurtu (mainstreamowej). Na przykład w kwestii imigrantów stanowisko francuskiego Frontu Narodowego uchodziło za ksenofobiczne i rasistowskie. Dziś w wielu punktach pokrywa się ono ze stanowiskiem gaullistów, którzy głośno mówią o tym, że istnieją poważne napięcia na tle różnic kulturowych między rdzennymi mieszkańcami Francji oraz instytucjami laickiej republiki a przybyszami z krajów muzułmańskich. Może być też tak, że antysystemowa, radykalna opozycja odnosi sukces wyborczy, a jej politycy obejmują funkcje kierownicze w państwie. Gdy to już nastąpi, okazuje się, że ekstremistyczne ugrupowanie łagodzi swą retorykę. Tak było w przypadku FPÖ. W 2000 r. ta formacja populistyczna, strasząca rdzennych Austriaków imigrantami i optująca za zaostrzeniem kodeksu karnego utworzyła wspólny gabinet z chadecją. W Europie podniosły się wówczas głosy sprzeciwu. W rezultacie UE zagroziła nawet, że może Austrię wykluczyć ze swoich struktur. Jednak zabrakło ku temu merytorycznych powodów, ponieważ członkowie partii znacznie złagodzili agresywny ton. Innymi interesującymi przykładami skrajnie prawicowego populizmu są holenderska LPF i Partij voor de Vrijheid – PVV (Partia na rzecz Wolności) Geerta Wildersa. Holenderskiej wspólnocie narodowej postrzeganej jako „nowoczesna kultura” Zachodu partie przeciwstawiają islam (muzułmańskich imigrantów), który zaprzecza liberalno-demokratycznym zasadom nowoczesnej kultury zachodniej, takim jak rozdział kościoła od państwa, równouprawnienie kobiet i mężczyzn, wolność słowa, demokracja. Odwołanie do uniwersalnych wartości zachodnich szło u LPF i PVV w parze z uznaniem kultury zachodniej za nadrzędną, lepszą w stosunku do zacofanego islamu. Holenderscy populiści różnili się tym samym od etnopluralizmu nowej prawicy. Obie partie czynią (skorumpowane) elity odpowiedzialnymi za liczne kryzysy w państwie, zarówno w sferze gospodarczej, kulturowej
jak i politycznej, a przede wszystkim za błędną politykę imigracyjną, która pozwoliła na napływ muzułmanów do Holandii. Z drugiej strony wspierają „zwykłych ludzi”, którzy muszą płacić rachunek za źle prowadzoną politykę. Partie domagały się zwrócenia kraju obywatelom, włączenia ich w proces decyzyjny, zmniejszenia dystansu pomiędzy polityką a społeczeństwem. Z czasem Wilders stał się bardziej radykalny, wyrażał pogardę dla systemu odizolowanego od społeczeństwa. Partie różniły się również od typowej skrajnej prawicy liberalizmem gospodarczym. W sferze ekonomii skrajna prawica przesunęła się bowiem w latach 90. na lewo od centrum i otrzymała miano populizmu socjalnego. Niechęć wobec dzikiego liberalizmu idzie dziś w parze z tzw. „szowinizmem dobrobytu”. Połączenie haseł neoliberalizmu z państwowym protekcjonizmem pozwala na dużą elastyczność programową, a tym samym na dotarcie do szerokiego elektoratu. Nowa populistyczna prawica ma dziś największe znaczenie od czasów drugiej wojny światowej i nawet jeśli tylko w części państw UE jest trwałym elementem na arenie parlamentarnej (Belgia, Dania, Francja, Włochy, Austria, Słowacja, Słowenia i od niedawna Holandia), to jej poparcie w większości z nich znacznie przekracza poziom 10% głosów[33].
Od przedstawionej wyżej charakterystyki skrajnej prawicy odbiega autonomiczny nacjonalizm (AN) związany oczywiście z ideami nacjonalizmu i narodowego socjalizmu, uznający często przemoc za główne narzędzie realizacji postulatów. U źródeł powstania tego ruchu leżą niepokoje społeczne w drugiej połowie lat 60. w Niemczech, których konsekwencją było m.in. wyodrębnienie się lewackiego terroryzmu w postaci Grupy Baader-Meinhof, a potem Frakcji Czerwonej Armii (RAF) oraz włoska „rewolucja młodych”[34]. Do powstania autonomicznego nacjonalizmu przyczyniła się także działalność ugrupowań francuskich i hiszpańskich[35]. AN jest ruchem opartym na zasadzie leaderless resistance (oporu bez przywódcy), organizacji pozbawionej scentralizowanego przywództwa i hierarchii. Jego ideologia łączy hasła skrajnie lewicowe i nacjonalistyczne. Stanowi połączenie wybranych idei komunizmu i anarchizmu. Główne postulaty AN to antykapitalizm, antykomunizm, antysyjonizm, nacjonalizm i rasizm. Odwołuje się też do treści antyunijnych i antyglobalistycznych. Autonomiczni nacjonaliści (AN) często podejmują współpracę z grupami radykalnej prawicy, szczególnie podczas organizacji manifestacji, pikiet i koncertów sceny RAC/NS. Używana symbolika, taktyka działania i niektóre hasła mylnie upodabniają ich do struktur lewackich. AN posługują się symbolami, dotąd używanymi przez ugrupowania skrajnie prawicowe i lewicowe, którym podporządkowany jest ich wygląd oraz sposób ubrania i zachowania. Charakterystyczny jest strój aktywistów AN podczas manifestacji, mianowicie jednolicie czarny ubiór ze specyficznymi bluzami z kapturem. Jest to przejęty ze środowiska anarchistów tzw. czarny blok, czyli ubieranie się na czarno i zasłanianie, co uniemożliwić ma identyfikacje przez policję i przeciwników. AN nie dają się jednoznacznie zdefiniować i zaklasyfikować jako ruch skrajnie prawicowy czy skrajnie lewicowy. Ich działalność opiera się na lokalnych autonomicznych grupach, bez centralnego przywództwa czy jednorodnego manifestu ideowego. Grupy te propagują społeczny i narodowy solidaryzm oraz podtrzymywanie lokalnych więzi. Członkowie ruchu sprzeciwiają się globalizacji, kapitalizmowi oraz związanemu z nimi liberalizmowi, co zbliża ich do postulatów lewackich, podobnie jak hasła walki o wolne przestrzenie, które umożliwiają samorozwój i wcielanie w życie własnych norm postępowania jako kontrkultury oraz postawy proekologiczne. Istotnym elementem działalności AN, również zbieżnym z filozofią ugrupowań anarchistycznych, jest lokalny aktywizm, rozumiany jako działalność uliczna – prospołeczna, mobilizująca różne środowiska i grupy społeczne. Natomiast ze skrajną prawicą łączy autonomistów m.in. narodowo-patriotyczna postawa, nietolerancja wobec mniejszości etnicznych, religijnych czy seksualnych, a także nacjonalizm, ale pojmowany bardzo szczególnie, np. jako etnonacjonalizm lub jako odwołanie się do tożsamości regionalnej, historycznej lub nawet europejskiej[36].
W Polsce autonomiczni nacjonaliści działają od końca pierwszej dekady XXI wieku. Funkcjonują w sposób zakonspirowany i rozproszony. Poszczególne struktury terenowe, np. Narodowy Front Częstochowa, Autonomiczni Nacjonaliści – Zagłębie Dąbrowskie, Autonomiczni Nacjonaliści – Górny Śląsk, Warszawa, Lublin, Radom, Stalowa Wola itp. Aktyw Północny, Inicjatywa Narodowa 14 są nieliczne, ale opierają swoją działalność na rzeszach sympatyków, formalnie nie należących do AN. Biorą oni jednak udział w organizowanych imprezach. Są to często członkowie organizacji skrajnie prawicowych. Zwraca uwagę również fakt, że prawie wszystkie ugrupowania skrajnej prawicy nawiązują kontakty ze skłonnymi do konfrontacji środowiskami pseudokibiców, co powoduje, że i one są reprezentowane w ruchu AN. Działacze AN w Polsce nawołują do tworzenia nowych, niezależnych grup, współpracujących w ramach „wspólnej sieci oporu”. W swoich wystąpieniach i publikacjach członkowie AN nawiązują do idei Straight Edge (sXe)[37]. Głównym narzędziem propagandowym dla nacjonalistów portale internetowe Nacjonalista.pl (portal NOP) i Autonom.pl. AN organizują lub uczestniczą w różnych uroczystościach i demonstracjach, protestach związków zawodowych, pikietach obrońców życia, wiecach antyimigranckich itp. Wśród podejmowanych wspólnie inicjatyw są obchody Nacjonalistycznego Święta Pracy, Marsz Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, Marsz Rotmistrza Pileckiego czy Marsz Niepodległości. Działacze utrzymują liczne kontakty z przedstawicielami AN z innych państw. Uczestniczą w podejmowanych akcjach, demonstracjach i koncertach muzyki tożsamościowej. Angażują się we wspólne projekty europejskich ruchów AN, np. Europejski Solidarny Front dla Kosowa oraz Europejski Solidarny Front dla Syrii, które objęła patronatem włoska neofaszystowska organizacja Casa Pound 18.
Oprócz autonomicznego nacjonalizmu mamy również do czynienia z nacjonalizmem rewolucyjnym, bardziej znanym i powszechnym, często połączonym z ideologią skrajnie prawicową lub częściej lewicową. Nacjonalizm rewolucyjny jest ściśle powiązany z ruchami narodowo-wyzwoleńczymi i separatystycznymi, które charakteryzuje przemoc, terror, a nierzadko konflikty zbrojne o krwawym przebiegu. Zakończenie procesu dekolonizacyjnego w Afryce i uzyskanie niepodległości przez państwa tego kontynentu nie zakończyły walk bowiem wiele grup etnicznych domagało i wciąż chce własnych państw. Przyjęta przez Organizację Jedności Afrykańskiej (od 2002 r. Unia Afrykańska) zasada nienaruszalności postkolonialnych granic została po raz pierwszy złamana w 1993 r., gdy niepodległość uzyskała Erytrea. W RPA w latach 90 również toczył się konflikt, jednak nie można go sprowadzić tylko do rasowej wojny między Białymi i Czarnymi. Te dwie wielkie grupy rozdarte były również wewnętrznymi konfliktami etnicznymi: ludność angielskojęzyczna była dużo bardziej liberalna niż mówiący językiem afrikaans Burowie, zaś plemiona Bantu (Zulu, Sotho, Khosa i inni) to w gruncie rzeczy odrębne narody z własną kulturą i tradycją. W dodatku w RPA żyją też Hindusi (stanowiący 32% ludności Natalu), Koloredzi, Buszmeni. Na czoło wysunęły się konflikty etniczne a większość ofiar w tamtych latach stanowili zabici w starciach między popierającymi Nelsona Mandelę Khosa a zuluskimi zwolennikami Mangosuthu Butheleziego. Mieliśmy wówczas do czynienia z sytuacją wcześniej nie do pomyślenia: prokomunistyczny niegdyś Afrykański Kongres Narodowy porozumiał się z rasistowską dotąd białą Partią Narodową na płaszczyźnie kapitalistycznej demokracji, podczas gdy Front Ludu Afrykańskiego i nacjonalistyczna partia Zulusów Inkatha utworzyły opozycyjny federalistyczny Sojusz Wolności. Jakiekolwiek porozumienie z białymi odrzuca jedynie maoistowski Kongres Panafrykański, a żołnierze podziemnej Armii Wyzwolenia Ludów Azanii nadal głoszą hasło: „Jeden (biały) osadnik – jeden pocisk”.
W Azji najpoważniejszym ośrodkiem „Narodowej Rewolucji” była Indonezja prezydenta Ahmeda Sukarno, aspirująca do zjednoczenia wszystkich kolorowych ludów przeciw zachodniemu imperializmowi. Eksperyment Nasakom (Nasionalisme, Agama dan Komunisme – Nacjonalizm, Religia i Komunizm) został jednak w 1965 r. krwawo zakończony przez wojskowych puczystów i przez długie lata gen. Mohammad Suharto pełnił rolę żandarma Azji Południowo-Wschodniej, tłumiąc np. niepodległościowy zryw mieszkańców Timoru Wschodniego. Timorski Frente Revolucionária de Timor-Leste Independente – FRETILIN (Rewolucyjny Front na rzecz Niepodległości Timoru Wschodniego) był jednym z wielu ruchów wyzwoleńczych na tym kontynencie. O niepodległość walczyli lub wciąż walczą Kurdowie w Turcji, Iraku, Iranie i Syrii, Tamilowie na Sri Lance, Beludżowie i Pusztuni w Pakistanie, Karenowie i Szanowie w Mjanmie, Moro na Mindanao, separatyści patańscy na pograniczu tajlandzko-malezyjskim. Nie można też zapomnieć o Palestyńczykach, będących wszak natchnieniem wszystkich narodowowyzwoleńczych guerilli – i wielu zachodnich ekstremistów. To w ich obozach trenowali m.in. bojownicy Tygrysów Tamilskiego Eelamu (LTTE), Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), Ludowego Frontu Wyzwolenia Erytrei (PFLE) i Ormiańskiej Tajnej Armii na rzecz Wyzwolenia Armenii (ASALA). Na odnotowanie zasługuje fakt, że Palestyńczycy „gościli” też europejskich sojuszników: szkolenia przeszli u nich zarówno Andreas Baader z RAF, jak i Roger Coudroy – członek neofaszystowskiej Młodej Europy. Główny nurt ruchu palestyńskiego – Ruch Wyzwolenia Palestyny (Al-Fatah) Arafata – poszedł na ugodę z Izraelem. Nie satysfakcjonowała ona jednak palestyńskich radykałów, którzy nadal prowadzili walkę o wyzwolenie całej Palestyny. W jednym szeregu „nieprzejednanych” stanęli maoiści z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny George’a Habbasha czy Demokratycznego Frontu Wyzwolenia Palestyny Nadżefa Hawatmeha, panarabscy nacjonaliści z Rady Rewolucyjnej Al-Fatah Abu Nidala oraz integryści z Islamskiego Ruchu Oporu (Hamas). Podział w palestyńskim ruchu narodowym znalazł swe odzwierciedlenie we wszystkich krajach arabskich. Przeciw imperializmowi występowały tam dwie konkurencyjne siły: panarabizm i panislamizm. Pierwszy to świecki nacjonalizm, który do jedności i wolności narodu arabskiego chciał podążać wytyczoną jeszcze przez Mustafę Kemala Atatürka drogą modernizacji na wzór europejski. Linia ta reprezentowana była przez dawnego przywódcę Egiptu Nasera i Kaddafiego w Libii, jak też przez algierski Front Wyzwolenia Narodowego i Socjalistyczną Partię Odrodzenia Arabskiego rządzącą wcześniej Syrii i Iraku. Druga orientacja odrzuciła wszystko co europejskie: ustrój, model rozwoju, nawet samo pojęcie narodu (liczy się tylko umma – wspólnota wiernych). Ideałem fundamentalistów jest rządząca się prawami szariatu teo-demokracja (rządy Boga przez lud) na wzór irański. Eksponentami tego nurtu był na przykład Islamski Front Ocalenia (który w 1991 r. wygrał wybory w Algierii), libański Hezbollah (Partia Boga), iracka Ad-Dawa (Wezwanie) czy egipscy Bracia Muzułmanie.
W USA afroamerykańscy separatyści domagali się utworzenia na części terytorium USA niepodległego państwa czarnej mniejszości. Taki cel stawia sobie zarówno faszyzujący Naród Islamu, którego przywódca Louis Farrakhan wsławił się pochwałami wygłaszanymi dla Hitlera, jak i maoiści z ugrupowania Republika Nowej Afryki. Członkowie z Międzynarodowego Ruchu Panafrykańskiego kontynuują idee Marcusa Garveya (postać znana fanom reggae), chcąc powrotu wszystkich czarnych do ich afrykańskiej kolebki (dla tego celu uzyskali pomoc m.in. jednego z odłamów Ku Klux Klanu). Nie tylko jednak kolorowi tworzyli ruchy „narodowowyzwoleńcze” w Ameryce Północnej. W Kanadzie Front Wyzwolenia Quebeku próbował terrorem wywalczyć niepodległość dla francuskojęzycznej prowincji, której mieszkańców nazywano „Białymi Murzynami Ameryki”. Po terrorystyczne metody sięgnęli również niepodległościowcy portorykańscy, pragnący pełnej suwerenności swego „Wolnego Państwa Stowarzyszonego”.
Bardziej znany był jednak ruch amerykańskich Indian. Narodził się on na początku lat 60., gdy indiańscy studenci utworzyli Narodową Radę Młodzieży Indiańskiej. Pod wpływem radykalnego ruchu murzyńskiego pojawiła się na XXIII Narodowym Kongresie Indian Amerykańskich w 1966 r. idea „Red Power”. Zgodnie z nią usiłowano wcielić w życie radykalny Ruch Indian Amerykańskich (AIM), utworzony w 1968 r. przez Dennisa Banksa i Johna Trudela. Bojownicy indiańscy dokonali kilku spektakularnych akcji, takich jak okupacja Alcatraz (1969) czy zajęcie Wounded Knee (1973), by zwrócić uwagę na prawa Indian. Narody indiańskie w USA, a zwłaszcza Kanadzie, wciąż prowadzą walkę o należne im prawa. Należy też zwrócić uwagę na latynoamerykańskie guerille, które – choć inicjowane przez białych intelektualistów z klasy średniej – długo działały tylko tam, gdzie udało się im porwać indiańskie plemienne chłopstwo, na przykład w Gwatemali (Partyzancka Armia Ubogich) czy meksykańskim stanie Chiapas (Armia Wyzwolenia Narodowego Zapaty). Kraje Ameryki Łacińskiej choć formalnie niepodległe, dławił polityczny, ekonomiczny i kulturalny dyktat USA. Nic więc dziwnego, że przeciw znienawidzonym gringos już w latach 30. i 40. występowały populistyczne ruchy takie jak apryści (APRA – Amerykański Ludowy Sojusz Rewolucyjny) w Peru, ibanezyści w Chile, herreryści w Urugwaju, vargasiści w Brazylii, peroniści w Argentynie czy sandiniści w Nikaragui. Większość z nich straciła po latach swą pierwotną rewolucyjność, ale sztandar oporu przeciw Amerykanom niebawem podjął młody działacz nacjonalistycznej Partii Ludowej – Fidel Castro. Zwycięstwo Ruchu 26 Lipca ożywiło rewolucyjne siły Ameryki Łacińskiej. Pojawiły się ruchy Tupamaros, neoperonistowscy Montoneros, Sandinowski Front Wyzwolenia Narodowego i inne grupy łączące idee Simona Bolivara z marksizmem. Nigdy nie zapomniano wszakże o narodowej specyfice – Ruch Wyzwolenia Narodowego Tupamaros w 1972 r. ogłosił, że „nie do przyjęcia są dla Urugwaju trzy klasyczne drogi rewolucji: radziecka, kubańska i chińska”. W Boliwii działał Movimiento Nacionalista Revolucionario (Rewolucyjny Ruch Nacjonalistyczny), który w 1952 r. dokonał przewrotu i zapoczątkował głębokie reformy społeczne. Później jednak dokonał zwrotu w prawo, a w latach 80 przeszedł na pozycje neoliberalne[38].
Z rewolucyjnym nacjonalizmem mamy do czynienia w bogatej Europie. Najdłużej o narodowe i społeczne zarazem wyzwolenie walczyli Baskowie i ulsterscy Irlandczycy. Zarówno baskijska Herri Batasuna (Jedność Basków – polityczne ramię ETA), jak i irlandzka Sinn Fein (My Sami – legalne skrzydło IRA) niepodległość nierozerwalnie łączyły z socjalizmem. W ich ślady poszli Korsykanie z Frontu Wyzwolenia Narodowego Korsyki (FLNC), Bretończycy z Emgann (Walka), walijscy Meibion Glyndwr (Synowie Glyndwr). Lewicowa orientacja dominuje też wśród tych sił, które o niepodległość swoich krajów walczą legalnymi metodami, jak Szkocka Partia Narodowa, Republikańska Lewica Katalonii, Partia Walii, flamandzka Unia Ludowa czy założone przez związkowców Zgromadzenie Walońskie. Wielu lewicowców popiera ruchy narodowowyzwoleńcze, przyjmując ich demokratyczny i antyimperialistyczny charakter. Część katalońskiej lewicy w sojuszu z nacjonalistami przegłosowała w październiku 2017 r. niepodległość kraju, co doprowadziło do wewnętrznych napięć w tym regionie i Hiszpanii. Postawiło to UE w niezwykle trudnej sytuacji opowiedzenia się za jednością państwa czy demokratycznym wyborem obywateli najbogatszego regionu w Hiszpanii.
Napływ imigrantów do Europy, którego szczytowa fala nastąpiła w 2015 r., spowodował kryzys zaufania do władz w wielu państwach Europy. Dynamicznie rosło poparcie dla ugrupowań antyimigranckich, antymuzułmańskich, nacjonalistycznych i ksenofobicznych. Szybko zdobywały elektorat partie skrajnie prawicowe, na przykład po wyborach parlamentarnych w 2017 r. austriacka FPÖ stała się drugą siłą w państwie i została koalicjantem Österreichische Volkspartei – ÖVP (Austriackiej Partii Ludowej), a przewodniczący FPÖ, Heinz-Christian Strahe objął stanowisko wicekanclerza. Podobnie drugą pozycję na scenie politycznej zajęła holenderska PVV. Działająca zaledwie od 2013 r. Alternative für Deutschland – Afd (Alternatywa dla Niemiec) cztery lata później uzyskała trzeci wynik w wyborach do Bundestagu. Francuski Front Narodowy objął władzę w północnych i południowych departamentach kraju, a jego przewodnicząca Marine Le Pen startowała w drugiej turze wyborów prezydenckich.
Deklaracje zachodnich polityków dotyczące przyjmowania imigrantów rozmijały się z poglądami i oczekiwaniami większości społeczeństwa. Z resztą od przełomu XX i XXI wieku rządy europejskie prowadziły politykę na rzecz masowej migracji bez poparcia społecznego, przedstawiając obywatelom argumenty od moralnych po technokratyczne. Najczęściej nie znajdowały one poparcia w faktach lub były zwykłymi kłamstwami tworzonymi na potrzeby propagandy sukcesu, który okazywał się porażką. Niewygodne fakty, jak dużą skalę przestępczości imigrantów ukrywano przed opinią publiczną. Ludzi dostrzegających postępujące zagrożenie i demaskujących kłamliwą politykę władz nazywano islamofobami, rasistami lub faszystami. Przykładem takiego postępowania był Thilo Sarrazin były senator i członek zarządu Bundesbanku, który w 2010 r. opublikował książkę, pt. Deutschland schaft sich ab (Samolikwidacja Niemiec). Chociaż Sarrazin przytoczył ogólnie znane fakty świadczące o tym, że imigranci się nie integrują, niemieccy politycy i media zaatakowały go, uznawszy jego argumenty za herezję. W atmosferze skandalu Sarrazin zmuszony był zrezygnować ze stanowiska w zarządzie Bundesbanku. Chociaż wywodził się z politycznej lewicy, odcięła się od niego nie tylko CDU Angeli Merkel, ale również jego własna partia (socjaldemokraci). Kilka organizacji muzułmańskich w Niemczech pozwało go do sądu, a największe szkody przyniosły mu oskarżenia o antysemityzm (również bezpodstawne). Niemniej jednak książka Sarrazina współgrała z nastrojami społecznymi. Z przeprowadzonego w tym okresie sondażu wynikało, że według 47% Niemców w ich kraju nie ma miejsca dla islamu. Chociaż niemieccy politycy otoczyli debatę o imigracji i islamie kordonem sanitarnym, sprzedaż książki Sarrazina (2 mln egzemplarzy) i inne zjawiska wskazywały, że wielu obywateli myśli co innego niżby chcieli ich przedstawiciele polityczni.
W 2006 r. premier Szwecji, Fredrik Reinfeldt z liberalno-konserwatywnej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej oświadczył: Tylko barbarzyństwo jest autentycznie szwedzkie. Cały dalszy rozwój został przyniesiony z zewnątrz. W tej kulturze samokrytyki i poglądach klasę polityczną wspierały szwedzkie kościoły. Arcybiskup Antje Jackelén i inni znani duchowni przekonywali, że szwedzka polityka imigracyjna musi uwzględniać fakt, iż sam Jezus był uchodźcą. Później było już tylko gorzej. W grudniu 2014 r. ówczesny premier udzielił wywiadu telewizyjnego, w którym powiedział, że Szwedzi są „nieciekawi”, że granice to „fikcyjne” twory oraz że Szwecja należy do ludzi, którzy tam przyjechali w poszukiwaniu lepszego życia, nie zaś do tych, którzy tam mieszkają od pokoleń. W czasie migracyjnej fali w 2015 r. politycy oraz rzekomi i prawdziwi islamofile, wywodzący się często z kręgów dziennikarskich i naukowych posuwali się nawet do stwierdzeń, że imigranci „ubogacą chylącą się ku upadkowi kulturę europejską”. Zapewniali, że ludności nie będzie przeszkadzało, jeśli zastąpią ich przybysze z innych regionów świata. Chociaż sytuacja w 2015 r. z pewnością nie była normalna, władze wielu państw UE udawały, że to nic nowego. Na przykład w październiku 2015 r. rząd Szwecji zorganizował promującą jego politykę migracyjną konferencję zatytułowaną „Szwecja razem”. W wydarzeniu tym wzięła udział para królewska i większość elity politycznej. Na konferencji wystąpiła m.in. Ingrid Lomfors, szefowa Living History Forum (instytucja szerząca wiedzę o Holokauście). W swoim powszechnie chwalonym przemówieniu Lomfors postawiła trzy tezy: 1. imigracja do Szwecji to nic nowego, 2. każdy jest migrantem, 3. nie ma czegoś takiego jak szwedzka kultura[39]. Nic dodać nic ująć. Zwłaszcza ta ostatnia teza nie wymaga komentarza, świadcząc o absurdalnych poglądach miłośników mieszania różnych nacji, kultur i religii. Przemawia również za daleko posuniętą oikofobią, czyli niechęcią do własnej tożsamości i cywilizacji oraz ksenofilią (preferowanie obcych kultur). Takie postawy prezentuje klasa polityczna wobec faktu, że w 2015 r. liczba gwałtów na tysiąc mieszkańców była w Szwecji najwyższa na świecie, po Lesotho. Szwedzka prasa rzadko informowała o takich zdarzeniach, a kiedy już to robiła, celowo przeinaczała fakty. Na przykład po zbiorowym gwałcie na pewnej dziewczynie, do którego doszło na promie ze Sztokholmu do Finlandii, sprawców nazwano Szwedami, podczas gdy w rzeczywistości byli to Somalijczycy. W sąsiednich krajach panuje podobna sytuacja. W 2016 r. w Danii opublikowano badania, z których wynika, że Somalijczycy dopuszczają się gwałtów 26 razy częściej niż Duńczycy, przy uwzględnieniu różnej średniej wieku dla tych grup ludnościowych. Jednak w Szwecji, podobnie jak gdzie indziej, tematu tego nie wolno poruszać
Wśród establishmentu, który nie dostrzega wagi i zakresu problemów, przed którymi stoi dzisiaj Europa Zachodnia, co wynika z wygodnictwa, lenistwa myślowego i politycznej nieudolności, rzadko zdarzają się momenty pokory, nawet w kwestii jednej z największych i najbardziej oczywistych pomyłek, czyli niechęci do zauważenia, że grupy imigrantów przybywających do Europy mogą mieć inne poglądy nie tylko od przyjmującego je społeczeństwa, ale również od siebie nawzajem, co może pociągnąć za sobą rozmaite negatywne konsekwencje, łącznie z zagrożeniem bezpieczeństwa i porządku publicznego. Na przekór tezie o islamofobii usilnie lansowanej w Wielkiej Brytanii, brytyjskich muzułmanów mordują inni muzułmanie, kierując się pobudkami doktrynalnymi. Oczywiście zdarzają się sporadyczne przypadki napaści na muzułmanów, nawet ze skutkiem śmiertelnym, ze strony rdzennych Europejczyków, ale najpoważniejsze ataki na muzułmanów nieodmiennie są dziełem innych muzułmanów. Wielu wyznawców islamu z ruchu ahmadijja przyjechało do Wielkiej Brytanii, dlatego, że w swoim rodzinnym Pakistanie są brutalnie prześladowani, zresztą zgodnie z panującym tam prawem. Ale nawet tutaj nie zawsze mogą czuć się bezpiecznie. Pewien sunnita w marcu 2016 r. w brutalny sposób zabił właściciela sklepu w Glasgow nalężącego do ahmadijji, ponieważ uważał go za apostatę i heretyka. Ludźmi, którzy zmusili rodzinę zamordowanego sklepikarza do ucieczki z kraju nie byli biali rasiści, lecz inni członkowie społeczności muzułmańskiej w Szkocji. Rasiści brytyjscy nie nawołują do mordowania przedstawicieli mniejszości, natomiast duchowni z Pakistanu, którzy jeżdżą po Zjednoczonym Królestwie, apelują do tysięcy obywateli brytyjskich, żeby mordowali innych muzułmanów, którzy się z nimi nie zgadzają. O honorowych zabójstwach nie warto nawet wspominać.
Interesujące jest, że do imigrantów z krajów muzułmańskich władze i wymiar sprawiedliwości krajów przyjmujących mają niezwykle łagodne podejście. Kierują się one swoistą polityką appeasementu (udobruchania), czyli ustępstwami i przywilejami oraz nadawaniem szczególnych uprawnień muzułmanom kosztem własnych obywateli. Ten specjalny status zwalnia imigrantów od przestrzegania norm, których naruszenie przez przedstawicieli innych społeczności zagrożone jest sankcjami. Oczywiście taki stan rzeczy nie mógł i wciąż nie podoba się większej części społeczeństwa. Stąd jego poparcie dla tradycyjnych wartości i idei krzewionych przez partie nacjonalistyczne i populistyczne. Obok dawnych ugrupowań, na przykład greckiego Chrysi Avgi (Złotego Świtu), który w 2018 r. świętował będzie ćwierćwiecze swojego istnienia, włoskich Forza Nuova (Nowej Siły) i Casa Pound Italia, niemieckiej NPD czy francuskiego Frontu Narodowego szybko ukształtowały się nowe ugrupowania, jak PEGIDA w Niemczech i wspomniana AfD. Ta ostatnia po wejściu do Bundestagu w 2017 r. spowodowała przemeblowanie sceny politycznej. Przyjęcie przez Niemcy w 2015 r. ponad miliona uchodźców i imigrantów uczyniło absurdalnym istnienie zewnętrznych granic UE. Skutek był taki, że tylko w 2015 r. podpalono ponad 220 hosteli dla uchodźców. Zatrzymano jedynie 5% sprawców tych czynów, ponieważ napastnicy rzucający butelkami z benzyną wyrażali tylko wściekłość społeczności lokalnych i mogli być pewni ich milczenia.
Powstała polityczna przestrzeń dla eurosceptycznej opozycji, a stąd był tylko krok do wprowadzania przez nią swoich przedstawicieli do parlamentów, co z powodzeniem uczyniła AfD. Obecnie nie tylko eksperci przestrzegają, że jeśli Angela Merkel nie doprowadzi do znacznego ograniczenia napływu nowych imigrantów, to podczas kolejnych wyborów parlamentarnych AfD może dominować na niemieckiej scenie politycznej. Jej była przewodnicząca Frauke Petry stwierdziła po zamachach w Brukseli w marcu 2016 r., iż politycy usiłują wmawiać społeczeństwu, iż wszystko znajduje się pod kontrolą, co stoi w sprzeczności z opiniami przedstawicieli instytucji zajmujących się bezpieczeństwem, którzy twierdzą coś wręcz przeciwnego. Stało się jasne, że Europa jest obecnie mniej bezpieczna. Panuje obecnie sytuacja, w której nikt już nie wie, kim w rzeczywistości są przebywający w Niemczech czy Belgii nowi przybysze. Instytucje, administracje, władze miast nie wiedzą, kto przebywa na terenie kraju. Zdaniem Frauke nadszedł czas konsolidacji, co oznacza dla niej zamknięcie granic i prawo do zamykania meczetów. Od 1945 r. każda niemiecka partia, która zdecydowałaby się otwarcie krytykować cudzoziemców i mniejszości religijne wyrzucona zostałaby na margines. Jednak wydarzenia polityczne z początku bieżącego stulecia, które wywołały szok we władzach UE, jak wejście austriackiej FPÖ do koalicji rządowej w 2000 r. czy przejście Jean-Marie Le Pena, szafującego antysemickimi i faszystowskimi hasłami, do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji w 2002 r., teraz traktowane są dużo mniej emocjonalnie. Większość polityków wciąż nie dostrzega lub stara się nie dopuścić do siebie myśli, że ich decyzje, ignorancja, arogancja i zaniechanie prowadzą do pogorszenia nastrojów i napięć społecznych, które pociągają za sobą poważne zmiany na scenie politycznej i przynoszą trudne do przewidzenia skutki. Teraz każdym wyborom w krajach UE Bruksela przygląda się uważniej niż kiedyś. Tak było w marcu 2017 r., gdy obawiano się w Holandii wygranej nacjonalistycznej i populistycznej PVV Geerta Wildersa, który mówił stanowcze „nie” integracji europejskiej oraz imigracji. Jego wygrana oznaczałaby możliwość pójścia jego śladami wyborców w innych krajach. Bruksela odetchnęła z ulgą, gdy wybory wygrała ponownie rządząca centroprawicowa Volkspartij voor Vrijheid en Democratie – VVD (Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji) Marka Ruttego. UE patrzyła również z niepokojem na Francję, gdzie Marine Le Pen sądziła, że będzie zdolna objąć władzę w państwie w 2017 r. Wcześniej jej Front Narodowy w wyborach do Parlamentu Europejskiego zdeklasował inne ugrupowania. Jednak wybory prezydenckie przegrała w drugiej turze z Emmanuelem Macronem. Potencjalna możliwość dojścia do władzy skrajnej prawicy będzie się utrzymywać w zależności od tego, czy Unii uda się rozwiązać kryzys imigracyjny, opanować zagrożenie terrorystyczne i utrzymać wysoki rozwój gospodarczy w państwach członkowskich.
Skrajna lewica
Skrajna lewica, zwana jest również ultralewicą, odwołuje się do haseł komunizmu w ujęciu marksistowskim z uwzględnieniem różnic w interpretacji pojęcia klasy mającej być nośnikiem zmian politycznych, sposobu przejścia do społeczeństwa socjalistycznego, walki rewolucyjnej, pojmowania materializmu historycznego[40] i dialektycznego[41]. Od ultralewicy oddziela się niekiedy pojecie „radykalnej lewicy”, rozumianej jako lewicę antykapitalistyczną, socjalną, prospołeczną, postulującą tolerancję religijną i światopoglądową, ale niekoniecznie odwołująca się wprost do głównych nurtów marksizmu. Jest to lewica krytykująca antyspołeczne skutki funkcjonowania systemu kapitalistycznego, dążąca do zmian w tym względzie, w warstwie deklaratywnej postulująca nawet likwidację i zastąpienie go socjalizmem. Ze względu na koncepcje wizji przyszłości i drogi do niej prowadzące, międzynarodowe afiliacje i historyczne odwołania ugrupowania skrajnie lewicowe dzieli się m.in. na marksistowsko-leninowskie, maoistowskie, trockistowskie, anarchosyndykalistyczne i syndykalistyczne. Te dwa ostatnie akcentują znaczenie związków zawodowych w procesie zmian politycznych[42].
Po drugiej wojnie światowej większość skrajnie lewicowych ugrupowań zorientowanych było na marksistowsko-leninowski model społeczeństwa typu radzieckiego. Poza tym w niemal wszystkich państwach europejskich funkcjonowały grupy trockistowskie, maoistyczne i anarchistyczne. Nie miały one jednak większego znaczenia, a ich rezultaty wyborcze pozostawały daleko w tyle za „klasycznymi” partiami komunistycznymi. Wszystkie one dążyły do urzeczywistnienia socjalistycznej utopii – egalitarnego społeczeństwa pozbawionego klas i różnic w dobrobycie. Z kolei Niemczech Zachodnich ruch lewacki narodził się w końcu lat 60. na gruncie powszechnego wówczas potępienia amerykańskiej interwencji w Indochinach i wzmagającej się krytyki konsumpcyjnego trybu życia głoszonej przez kontestacyjne ruchy studenckie i środowiska inteligenckie w USA i Zachodniej Europie. Jednocześnie duża popularność różnych odmian ideologii komunistycznej, takich jak marksizm, trockizm, maoizm i anarchizm, miała wpływ na rozwój ruchów skrajnie lewicowych skierowanych na walkę z państwem, porządkiem prawnym i systemem gospodarczym, co było dobrze widoczne w Niemczech w postaci działalności terrorystycznej Frakcji Czerwonej Armii. Upadek realnego socjalizmu zapoczątkowany w 1989 r. spowodował głęboki kryzys skrajnej lewicy zarówno w Europie Zachodniej jak i Wschodniej. Organizacje reagowały na zmiany społeczno-polityczne w różny sposób. Wiele partii zrezygnowało z etykietki „komunizmu” i ewoluowało w kierunku demokratycznego socjalizmu inne opowiedziały się za całkowitą zmianą w partie socjaldemokratyczne (np. Demokratyczna Lewica we Włoszech, Węgierska Partia Socjalistyczna), istniały również takie, które stały się częścią innych partii (jak np. Komunistyczna Partia Holandii weszła w skład Zielonej Lewicy), jeszcze inne pozostały wierne ideologii komunizmu. Współcześni komuniści wciąż dążą do urzeczywistnienia idei wielopłaszczyznowej społecznej równości poprzez wprowadzenie dyktatury proletariatu, co zaprzecza demokracji parlamentarnej opartej na zasadzie podziału władz i państwie prawa. Nie we wszystkich przypadkach dążenia rewolucyjne są jednak równie widoczne. Niektóre partie nawiązują do komunizmu bardziej w nazwie i retoryce niż rzeczywistych celach i podobnie jak ugrupowania z grupy pierwszej akceptują demokrację parlamentarną jednocześnie dążąc do utworzenia socjalistycznego rządu. Postulowana przez partie zreformowanych socjalistów (przynależących do grupy pierwszej, określanych także jako lewicowi radykałowie, populiści tudzież miękcy ekstremiści) koncepcja demokratycznego socjalizmu ma być realizowana zgodnie z zasadami państwa demokratycznego poprzez wspieranie socjalnej emancypacji społeczeństw, a nie na drodze rewolucji.
Wciąż jednak nie jest jasne jak pogodzić demokratyczne procedury oraz pluralizm interesów z wizją społeczeństwa socjalistycznego i upaństwowioną gospodarką. Wydaje się to dalece iluzoryczne. Na przykład niemiecka Die Linke (Lewica) nie występuje już jedynie jako obrońca równości szans rozwoju dla wschodnich krajów związkowych RFN. Za swój najważniejszy cel uznaje przezwyciężenie „turbo-kapitalizmu” funkcjonującego w federalnych Niemczech. Podkreśla przy tym, iż swoje założenia polityczne chce osiągnąć w ramach zasad systemu demokratycznego, dążąc do powstania alternatywnej formy społeczeństwa poprzez zmiany w strukturze społecznego myślenia. W celu zniwelowania różnic społecznych niemiecka lewica dąży przede wszystkim do daleko idącej redystrybucji majątku prywatnego z „góry” na „dół”. W celu „dalszej demokratyzacji” państwa żąda wprowadzenia licznych elementów demokracji bezpośredniej, umożliwiających większy wpływ zwykłych obywateli na sprawy kraju. Główna strategia partii oparta na tzw. „podwójnej drodze”, rozumianej jako próba pozostania w zdecydowanej opozycji do obowiązującego modelu społecznego przy równoczesnej chęci prowadzenia aktywnej polityki
w ramach aktualnego systemu politycznego, bywa nie zawsze łatwa do realizacji i prowadzi nierzadko do napięć wewnątrzpartyjnych Zamiast czystej ideologii socjalistycznej orężem w walce politycznej dla wielu ugrupowań skrajnie lewicowych stała się dziś (m.in. dla Socjalistycznej Partii w Holandii czy też niemieckiej Lewicy) populistyczna krytyka systemu społeczno-politycznego oraz dyskredytacja elit politycznych. Odwołania do komunizmu mają raczej charakter strategii wycelowanej w tradycyjny elektorat skrajnie lewicowy. Skrajna lewica dąży jednak nie tylko do pozyskania zdeklarowanych socjalistów, ale także, podobnie jak skrajna prawica, szerokiej klienteli przegranych procesu modernizacji. Odwołują się więc nierzadko do haseł typowych dla populistycznej prawicy jak: sprzeciw wobec imigracji czy też narodowy protekcjonizm. Łączenie socjalizmu z ideami narodowymi jest szczególnie charakterystyczne dla Europy Środkowo-Wschodniej, niemniej w Europie Zachodniej tendencja ta jest również widoczna. Jej wyrazem jest m.in. opozycja wobec Unii Europejskiej, dużych koncernów oraz częstokroć ambicji państw sąsiednich. Przyjęta strategia przynosi często pozytywne rezultaty. Największe sukcesy wyborcze wśród skrajnej lewicy odnoszą bowiem ugrupowania odwołujące się do demokratycznego socjalizmu i populizmu. Zarówno KKE (Komunistyczna Partia Grecji), PCF (Komunistyczna Partia Francji), włoska RC (Partia Komunistycznego Odrodzenia). Najwyższe poparcie skrajna lewica odnotowuje w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowej. Na przykład grecka SYRIZA i hiszpański Podemos (Możemy/Damy Radę), wywodząca się z Ruchu Oburzonych Cypryjski AKEL (Partia Postępu Ludu Pracującego Trwale na arenie parlamentarnej partie skrajnej lewicy reprezentowane są w kilku krajach Europy Zachodniej i Południowej (Francja, Holandia, Grecja, Włochy, Portugalia, Hiszpania oraz Cypr), w Europie Środkowo-Wschodniej występują jedynie w Niemczech i Czechach[43].
W przeciwieństwie do powyższych większość partii tzw. „twardego” ekstremizmu lewicowego nie ma znaczenia politycznego ani społecznego. Marginalną rolę odgrywają zwłaszcza niesowieckie warianty rewolucyjnego komunizmu - partie trockistowskie i maoistyczne. Niektóre z ugrupowań zreformowanego socjalizmu wywierają również bezpośredni wpływ na sprawowanie władzy poprzez uczestnictwo w rządzie - jako mniejszy koalicjant na poziomie regionalnym lub narodowym (przykładem Francja, Włochy, Polska, Rumunia i Słowacja) czy też jako wsparcie rządu mniejszościowego (Dania, Szwecja, Hiszpania). Typowe dla skrajnej lewicy jest tworzenie szerokich sojuszy pomiędzy pro- i antydemokratycznymi grupami. Przykładem może być niemiecka Lewica, która podobnie jak wiele innych ugrupowań tego typu, stanowi swego rodzaju „zbiór partii” łącząc w swoich strukturach ugrupowania zaliczane do twardych ekstremistów, takie jak: Komunistyczna Platforma Partii Lewicy, Forum Marksistowskie, Lewica Socjalistyczna oraz współpracuje z Niemiecką Partią Komunistyczną. Wynika to z chęci połączenia w lub wokół partii różnych środowisk (tradycyjnych komunistów, anarchistów, autonomistów), dla których klamrą spajającą jest antyfaszyzm, antykapitalizm i antyglobalizm. W przeciwieństwie do społecznie stygmatyzowanych prawicowych ekstremistów przejście pomiędzy zmilitaryzowaną a demokratyczną lewicą jest mniej problematyczne. Warto wskazać również na funkcjonujące współcześnie niepartyjne organizacje skrajnie lewicowe reprezentujące różnorodne nurty ideologiczne: maoistyczne, trockistowskie, anarchistyczne i sowiecki komunizm. Szczególnie dwie niesocjalistyczne subkultury zyskują w ostatnich latach na popularności - ekologiczny ekstremizm oraz anarchizm. W przeciwieństwie do demokratycznych ekologów, „ekofaszyści” uważają, że zniszczenie ziemi oraz egoizm ludzki zaszły tak daleko, że tylko ekologiczna dyktatura może uratować naszą planetę. Spokrewnieni są z nimi również radykalni obrońcy praw zwierząt. Niektóre z tego typu organizacji są wyraźnie antydemokratyczne, a w walce politycznej stosują przemoc (jak np. Animal Liberation Front, który posiada swoje komórki w wielu państwach Europy Zachodniej)[44].
Anarchizm zaliczany jest przez niektórych autorów do ruchów charakterze lewackim. Organizacje skrajnie lewicowe i anarchistyczne łączone są często wspólną nazwą „lewacko-anarchistycznych”, jednak w już w momencie kształtowania się myśli marksistowskiej i anarchistycznej w XIX wieku pojawiły się pomiędzy nimi spory ideowe i personalne. Te pierwsze dotyczyły przede wszystkim odmiennego pojmowania procesu rewolucyjnego i roli państwa w procesie zmian. Pierwsi anarchiści, jak Michaił Bakunin (1814-1876) odrzucali walkę o reformy, a rewolucji nie uzależniali od wcześniejszego przygotowania i zorganizowania robotników, ani od osiągnięcia odpowiedniego poziomu rozwoju kapitalizmu. Ponadto uważali, że państwo powinno być zniesione. Z kolei marksiści w osobach Karola Marksa i Fryderyka Engelsa byli przekonani, że po rewolucji powinna zapanować dyktatura proletariatu. Końcowy etap przemian w ich koncepcjach był jednak podobny. Miało nim być społeczeństwo wolne od wszelkiego ucisku i wyzysku. Dlatego też i współcześnie komunistyczna krytyka anarchizmu nie dotyczyła ostatecznego celu, ale sposobu jego osiągnięcia: Komuniści nie mogą wyszydzać anarchizmu jak robi to kapitalizm powołujący się na «zdrowy rozsądek». Nie mogą, gdyż ostateczny cel maja wspólny z anarchistami. Pomijając jednak przejawy współpracy i prób podejmowania obecnie wspólnych wysiłków w ramach przeprowadzanych, akcji, protestów i działalności propagandowej, uznać należy, że współczesne konflikty między anarchistami i komunistami miały charakter podobny do sporów XIX wieku. Zostały jednak dostosowane do wymogów współczesności[45].
Obecnie wciąż wyróżnikiem anarchizmu pozostaje sprzeciw wobec wszelkiego przymusu stosowanego wobec jednostek i grup ludzkich, narzuconego przez inne jednostki bądź organizacje, instytucje lub normy społeczne. W związku z tym naczelną rolę odgrywa idea wolności człowieka w stosunkach z innymi ludźmi, opartych na równości i solidarności. Zatem wolność w ujęciu anarchistycznym nie ma znaczenia niezależności, niezawisłości jednego narodu (państwa) od drugiego narodu (państwa), bowiem przyszłość człowieka w anarchizmie jest bezpaństwowa, pozbawiona każdego rodzaju władzy. Anarchiści odrzucają każdą formę etatyzmu (z fr. état – państwo). Zatem przeciwnikiem ideologicznym anarchistów są wszyscy, którzy uznają konieczność istnienia państwa, choć jego rola w dobie globalizacji ulega nieustannym przemianom. Szczególny sprzeciw anarchistów budzą idee zmierzające do budowania państwa totalitarnego. Totalitaryzm oznacza bowiem poddanie się woli władzy zwierzchniej w każdym aspekcie życia, skupienie władzy w jednej partii czy osobie, brak jakiegokolwiek oficjalnego pluralizmu politycznego, rozbudowany system kontroli społecznej i represji, uniformizację kultury z wzorów zachowania itp. Wrogość anarchizmu skierowana została przede wszystkim ku takim współczesnym kierunkom myśli politycznej, jak faszyzm (neofaszyzm), nazizm (neonazizm) i nacjonalizm, bowiem podkreślają one m.in. konieczność wzmocnienia państwa i znaczenia narodu, co łaączy się z ideami elitaryzmu i silnej władzy, militaryzmu i ekspansjonizmu. Wśród innych wartości propagowanych przez anarchistów znajdują się: równość, pluralizm, sprawiedliwość, tolerancja. Są to wartości właściwe cywilizacji europejskiej, które mieszczą się w szerokiej idei humanizmu[46].
Ostatnia dekada XX wieku zaktywizowała przeciwników globalizacji opartej na zasadach neoliberalizmu. Określa się ich jako ruchy antyglobalistyczne lub alterglobalistyczne. W ich skład, obok anarchistów, wchodzą: autonomiści (sprzeciwiają się asymilacji i dominacji narodów), ekolodzy, unitarianie (podkreślają znaczenie wartości wspólnot ludzkich), nacjonaliści, terceryści (zwolennicy tzw. trzeciej drogi), komuniści, w tym trockiści i inni. Prowadzili oni działania m.in. w ramach Anarchist Black Cross (Anarchistycznego Czarnego Krzyża), Anarchist Against the Wall (Anarchiści przeciwko Murowi), Food Not Bombs (Jedzenie zamiast Bomb) czy No Borders (Bez Granic). Anarchiści brali udział lub byli inicjatorami wielu akcji o charakterze doraźnym i cyklicznym, m.in. wykorzystania powierzchni i zabudowań miejskich zgodnie z potrzebami społecznymi, a nie komercyjnymi. Wśród radykalnych ruchów społecznych wspieranych przez anarchistów są ugrupowania działające na rzecz ochrony środowiska naturalnego, jak Earth First! (Najpierw Ziemia!). W zakresie działań proekologicznych anarchiści wspierali inicjatywy Animal Liberation Front (Front Wyzwolenia Zwierząt) i Earth Liberation Front (Front Wyzwolenia Ziemi). Angażowali się też w działania antymilitarne, przeciwko wojnom i konfliktom zbrojnym oraz sojuszom wojskowym, w tym NATO, przeciwko rozprzestrzenianiu broni jądrowej, planom budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, na rzecz pomocy dla mieszkańców Czeczenii, na rzecz wolności dla mieszkańców Tybetu itp. Brali również udział w akcjach antyfaszystowskich. Grupy antyfaszystowskie, w skład których wchodzą anarchiści, funkcjonują w całej Europie, szczególnie jednak rozwinęły się w Niemczech, Czechach, Słowacji, Polsce i Rosji. Zachodnioeuropejscy antyfaszyści zjednoczyli się w ruchu AntiFa Network. W 1992 r. powstała sieć grup antyfaszystowskich we Francji pod nazwą No Pasaran (Nie Przejdziecie), ściśle współdziałająca z ruchem anarchistycznym. Podobnie sieci Antify działają w innych regionach Europy, także w Polsce. Ich celem jest zwalczanie ugrupowań neofaszystowskich i neonazistowskich, nagłaśnianie łamania przez nie prawa oraz informowanie o antydemokratycznych praktykach dominujących partii politycznych. Formą działalności jest organizowanie manifestacji i kontrmanifestacji, często o charakterze bojówkarskim podczas obchodów świat narodowych z udziałem członków ugrupowań nacjonalistycznych i neofaszystowskich. Antifa składa się z wielu autonomicznych grup. Dążą one do osiągnięcia swoich celów poprzez działania bezpośrednie, a nie poprzez reformy polityczne. Niektórzy aktywiści angażują się w walkę cybernetyczną w sieci. Zdarza się również, że bojówkarze niszczą mienie, stosują prtzemoc fizyczną wobec osób uznawanych za skrajnych nacjonalistów (faszystów, rasistów). Osoby zaangażowane w działalność Antify określają siebie zazwyczaj jako przeciwników kapitalizmu a zwolenników anarchizmu, socjalizmu, komunizmu czy liberalnej socjaldemokracji. W dniu 31 maja 2020 r. prezydent USA Donald Trump poinformował na Twitterze, że Stany Zjednoczone wpiszą Antifę na listę organizacji terrorystycznych[47].
Nieodłącznym przejawem życia anarchistów są squaty, czyli zajmowane miejsca lub budynki bez pozwolenia ich właścicieli. Istota działań wspólnot squatersów polega nie tylko na wspólnym zamieszkiwaniu zajętych domów, ale także na tworzeniu w nich oraz w ich otoczeniu swoistej alternatywnej przestrzeni wraz z organizowaniem różnych imprez kulturalnych i propagandowych. W ich pobliżu często dochodziło do starć z przeciwnikami politycznymi i policją. Oprócz tego, struktury anarchistyczne wyróżnia brak sformalizowanego przywództwa. Ten brak przywództwa jest przyczyną rozdrobnienia ruchu, ale jest spójny z ideą anarchizmu. Dominującym stanowiskiem w ruchu anarchistycznym jest również odrzucanie wierzeń i kultu. Jednak dla współczesnych anarchistów, w odróżnieniu od ich prekursorów, religia jest mało znaczącym przedmiotem zainteresowania. Zdecydowana większość tego środowiska zwraca się ku krytyce materialnych przejawów globalizacji w postaci władzy państwowej, systemów politycznych, gospodarczej ścieżki globalizacji i militaryzmu. Ze środowiskiem anarchistycznym związały się lewackie odłamy subkultury skinheadów. Jednym z nich był powstały w 1987 r. w Nowym Jorku ruch Skinheads Against Racial Prejudice – SHARP (Skinheadzi Przeciwko Uprzedzeniom Rasowym), który z czasem rozwinął się w luźną międzynarodówkę z organizacjami w państwach Europy Zachodniej, a drugim Red and Anarchist Skinheads – RASH (Czerwoni i Anarchistyczni Skinheadzi).
Przemoc polityczna
Wspólną cechą wszystkich ruchów ekstremalnych jest niechęć do demokratycznych systemów opartych na społecznym kompromisie oraz dążenie do zmiany lub likwidacja tych systemów. Zlikwidować można je siłą lub pokojowo, uczestnicząc w demokratycznym procesie wyborów powszechnych w celu przejęcia władzy i rozmontowania dotychczasowego systemu politycznego. Źródłem przemocy politycznej są ekstremizm (radykalizm), populizm (ideą jest lud rozumiany jako depozytariusz cnót i wartości społecznych), natywizm (dążenie do zachowania zagrożonej tożsamości kulturowej danej zbiorowości) i fanatyzm (zaślepienie we własnej ideologii i nieustępliwa, bezkrytyczna wiara w słuszność jakiejś sprawy, idei bądź doktryny połączona z nietolerancją i ostrym zwalczaniem odmiennych poglądów). Wśród form i metod działania przemocy politycznej wyróżnia się:
- terroryzm – zamachy, sabotaż, zabójstwa, porwania, sytuacje zakładnicze;
- bojówkarstwo (terroryzm bojówkarski) – manifestacje, walki uliczne, zastraszanie, pobicia, rozboje, opanowanie terytorium miejskiego, uliczny terror, spektakle przemocy;
- bandytyzm polityczny – blokady dróg, rozboje, wymuszenia, lincz, wandalizm.
Metodami przemocy, której skrajnym przejawem jest terroryzm, posługują się radykalne ugrupowania religijne, narodowo-wyzwoleńcze i separatystyczne kierujące się często marksistowską ideologią oraz ekstremistyczna lewica i ekstremistyczna prawica Działalność terrorystyczną prowadzą lub prowadziły ugrupowania muzułmańskie, hinduistyczne, sikhijskie, żydowskie, chrześcijańskie, buddyjskie, spadkobiercy anarchizmu, faszyzmu oraz organizacje nacjonalistyczne i ekologiczne. U źródeł terroryzmu politycznego wymierzonego przeciwko istniejącym systemom społeczno-ekonomicznym i politycznym leżą konflikty społeczne, narodowe oraz ideowe. Nie można jednak wykluczać jako motywów wyboru gwałtu i przemocy głębszych pokładów ludzkiej psychiki, zdeterminowanych przez kulturę i cywilizację. Niekiedy one same w sobie są katalizatorem przemocy skierowanej do wewnątrz. Mogą dostarczać argumentów i narzędzi, zachęcać lub ułatwiać, tworzyć odpowiednie warunki do przemocy w komunikacji i przekazie. Duchową i moralną atmosferę sprzyjającą powstaniu lewackiego i prawicowego ekstremizmu, obok współczesnej cywilizacji zachodniego kapitalizmu, tworzą także procesy deideologizacyjne, nastawienie społeczeństwa na konsumpcyjny styl życia, nieraz nieświadome i emocjonalne oburzenie z powodu nieludzkich warunków egzystencji, rozpad racjonalnej percepcji świata, brak autorytetów i pustka wewnętrzna. W przypadku wielu państw Europy, szczególnie Zachodniej i Bałkanów ważną rolę odgrywają jeszcze specyficzne implikacje związane z historyczną przeszłością. Na te problemy w 1968 r. nałożyła się szczytowa fala studenckiego buntu w wysoko rozwiniętych społeczeństwach kapitalistycznych Europy Zachodniej i protesty przeciwko wojnie w Wietnamie[48]. Kiedy drogą masowych demonstracji nie udało się zmienić społeczeństwa, najbardziej zradykalizowani aktywiści utworzyli ugrupowania terrorystyczne. W Niemczech powstała RAF, Czerwone Brygady we Włoszech, Akcja Bezpośrednia we Francji, Armia Czerwona w Japonii. W tym samym czasie na Bliskim Wschodzie Palestyńczycy poszukiwali sposobów zniszczenia Izraela, którego terytoria uważali za swoje własne. Pod koniec lat 60. grupy palestyńskie zaczęły przeprowadzać akcje poza rejonem Bliskiego Wschodu, uprowadzając samoloty i atakując cele izraelskie za granicą, aby zwrócić uwagę świata na swoją sprawę. Dla europejskich i japońskich rewolucjonistów społecznych oraz radykałów palestyńskich wspólnym wrogiem były Stany Zjednoczone, Izrael i ogólnie rzez biorąc społeczeństwa kapitalistyczne. Nawiązane zostały kontakty pomiędzy tymi grupami i ich sprzymierzeńcami. Na Bliskim Wschodzie utworzono obozy szkoleniowe dla ugrupowań terrorystycznych. Wsparcia udzielały im państwa należące do byłego Układu Warszawskiego.
Lewackie grupy terrorystyczne zaczęły stanowić główne zagrożenie dla porządku publicznego i bezpieczeństwa państw. Ich szeregi zasilali często wykształceni, ale niezadowoleni młodzi ludzie z zamożnych domów. Członkowie tych grup łączyli filozofię marksistowsko-leninowską ze współczuciem dla uciskanych warstw społeczeństwa, a rządy swoich państw uważali za reakcyjne. Twierdzili, że powojenny dobrobyt pozbawił obywateli politycznej dojrzałości. Rewolucjoniści wierzyli, że dokonywane przez nich akty terroru zmuszą rządy do wprowadzenia represyjnych praw, co z kolei ukaże prawdziwe oblicze państwa społeczeństwom, które zaczną domagać się zmian. We Włoszech sprawcami krwawej przemocy były ugrupowania skrajnie lewicowe i skrajnie prawicowe. Terroryzm polityczny rozwijał się tu przede za sprawą chaosu politycznego i gospodarczego, uciążliwego bagażu problemów społecznych, przemian kulturowych, małej skuteczności działania aparatu państwowego, tradycji „załatwiania” porachunków bez pośrednictwa władz i zmowy milczenia wobec sprawców, wreszcie naturalnej skłonności Włochów do indywidualizmu i kontestacji[49]. Wszystkie te elementy włoskiego krajobrazu stanowiły pożywkę dla wszelkich zjawisk skrajnych zarówno z lewej, jak prawej strony sceny politycznej i włoskiej ulicy. Dziś spadkobiercą organizacji lat 70. i 80., zwanych „anni di piombo” („latami ołowiu”), są Federazione Anarchica Informale i CasaPound, które można nazwać organizacjami ekstremistycznej lewicy i ekstremistycznej prawicy trzeciego tysiąclecia. Jednak w porównaniu ze swoimi poprzedniczkami ich działalność jest „prawie bezkrwawa”, by nie powiedzieć, że daleko im do pierwowzorów.
W okresie europejskich „lat ołowiu” w Ameryce Łacińskiej na dobre toczyły się walki prowadzone przez różne lewackie partyzantki (guerille), mające długą tradycję, ponieważ walka partyzancka była niemal częścią historii tego kontynentu. Działalność terrorystyczną uznano zatem za kontynuację walk partyzanckich z przeszłości, dokonywanych obecnie w innych warunkach politycznych i społeczno-gospodarczych. O ile w początkowym okresie chodziło o wyzwolenie się z kolonialnej zależności, które zakończyło się powodzeniem, to już w tym samym czasie rozwijał się nurt „ludowy” prowadzący walki o podstawowe zasady sprawiedliwości społecznej, o obalenie niewolnictwa lub zniesienie pracy przymusowej. Okres stu lat po uzyskaniu niepodległości przez większość państw Ameryki Łacińskiej charakteryzował się m.in. zaostrzeniem problemu struktury agrarnej. We wszystkich niemal krajach zwiększyły się latyfundia obszarnicze i drastycznie malała ilość ziemi w posiadaniu chłopów. W tych warunkach narastały konflikty, mnożyły się ogniska niepokojów i buntów. Wysiłki podejmowane przez niektóre kraje w celu przynajmniej częściowego przełamania barier społecznych kończyły się zazwyczaj niepowodzeniem. Zwycięstwo rewolucji na Kubie w 1959 r. dało impuls do przeobrażeń w charakterze i ideologii ruchów rewolucyjnych w Ameryce Łacińskiej[50].
Terroryzm stał się nieodłącznym narzędziem w działalności ugrupowań rewolucyjnych, zabójstwa polityczne zaś – stosowaną na szeroką skalę metodą zdobywania poparcia. Główne cele stanowili m.in. przedstawiciele władz, posiadacze ziemscy, policjanci i urzędnicy państwowi. Z wyjątkiem urugwajskiego Movimiento de Liberacion Nacional – Tupamaros, latynoamerykańskie guerille zakładały swoje bazy na terenach wiejskich, gdzie organizowały obozy szkoleniowe, prowadziły rekrutację ochotników i zabiegały o poparcie chłopstwa. Po opanowaniu prowincji, duże oddziały uderzały na miasta, dokonując jedynie sporadycznie aktów terroru w aglomeracjach miejskich. Celem ataków, a jednocześnie źródłem dochodów byli przedstawiciele zachodnich koncernów, miejscowych władz, obiekty strategiczne, jak i budynki rządowe. Celem były również obiekty infrastruktury komunikacyjnej i petrochemicznej, daleko wysunięte posterunki i patrole wojskowe. W miarę możliwości unikano natomiast bezpośredniej konfrontacji z większymi formacjami wojsk rządowych, przeznaczonych do zwalczania partyzantki. W ramach propagowania działalności grup o charakterze rewolucyjnym podejmowano także szereg akcji przeciw szczególnie strzeżonym celom o wysokim prestiżu. Między innymi w sierpniu 1978 r. ugrupowanie Frente Sandinista de Libaracion Nacional (Sandinowski Front Wyzwolenia Narodowego) zdobyło pałac prezydencki wymuszając na dyktatorze – Anastasio Somozie – uwolnienie więźniów politycznych. Wydarzenie to spopularyzowało w mediach ruch sandinowski. Chociaż wiele krajów Ameryki Łacińskiej doświadczyło aktów terroru ze strony ugrupowań rewolucyjnych, w niewielu z nich doprowadziły do obalenia władzy. Utrzymały się niektóre wojskowe reżimy, głównie dzięki pomocy otrzymywanej od sojuszników, inne pokonały swoich wrogów, by następnie upaść pod naciskiem protestów społecznych i zamachów stanu. Także militarna i finansowa pomoc USA niesiona pod hasłem zwalczania groźby komunizmu pomogła wielu rządom w państwach Ameryki Łacińskiej utrzymać się przy władzy. O tym, że groźba opanowania tego kontynentu przez komunistów znajdujących się pod wpływem ZSRR była mało realna, świadczy fakt, że po upadku Bloku Wschodniego na początku lat 90. lewackie ugrupowania terrorystyczne w tej części świata w dalszym ciągu aktywnie działały[51].
Na zakończenie tych wstępnych rozważań należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden fenomen, a mianowicie różnice w poglądach klasy politycznej oraz społeczności wschodnio- i zachodnioeuropejskich. Mimo wspólnoty geograficznej, religijnej i zbliżonego etnosu ugruntowały nas zupełnie odmienne postawy, mające znaczący wpływ na ideologie i działalność radykalnych ugrupowań. Ponad cztery dekady przynależności do bloku komunistycznego sprawiły, że organizacje ultralewicowe w Europie Wschodniej zostały zdominowane przez skrajną prawicę. Społeczeństwa we wschodniej części UE są niechętnie lub wręcz wrogo nastawione do przyjmowania imigrantów. Być może w odróżnieniu od Europy Zachodniej nie mają poczucia winy i nie uważają, że można im przypisać wszystkie grzechy tego świata. Nie doświadczyły też masowej imigracji w okresie powojennym, zachowały poczucie spójności narodowej, którą państwa Europy Zachodniej utraciły i nie chcą mieszkać po sąsiedzku z przybyszami o obcej kulturze, religii, zwyczajach i mentalności.
Od 2015 r. kraje Grupy Wyszechradzkiej, a przede wszystkim Węgry i Polska stanowczo bronią się przed narzuceniem przez Brukselę i Berlin obowiązkowych kwot przyjmowanych imigrantów. W dniu 15 marca 2016 r. premier Viktor Orban w swoim orędziu z okazji święta narodowego Węgier stwierdził m.in.: Narody Europy, uśpione obfitością i zamożnością nareszcie zrozumiały, że zasady, na których zbudowano Europę, są w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Europa jest wspólnotą chrześcijańskich, wolnych i niepodległych narodów, równości mężczyzn i kobiet, uczciwej konkurencji i solidarności, dumy i pokory, sprawiedliwości i miłosierdzia. Tym razem niebezpieczeństwo nie zagraża nam tak jak wojny i klęski żywiołowe, nagle wyszarpując nam dywan spod nóg. Masowa migracja to powolny strumień wody, który uporczywie podmywa nasze wybrzeża. Przebiera się za problem humanitarny, ale jego prawdziwa natura to okupacja terytorium. Zyskanie terytorium przez nich to utrata terytorium przez nas. Stada obsesyjnych obrońców praw człowieka odczuwają nieodpartą potrzebę piętnowania nas i wysuwania przeciwko nam oskarżeń. Rzekomo jesteśmy wrogimi ksenofobami, ale prawda jest taka, że historia naszego narodu to również historia przyjmowania obcych i przenikania się kultur. Ci, którzy chcieli tutaj przyjechać jako nowi członkowie rodziny, jako sojusznicy albo wygnańcy obawiający się o własne życie, byli wpuszczani, żeby mogli sobie stworzyć nowy dom. Ale ci, którzy przyjeżdżają tutaj z zamiarem zmieniania naszego kraju, ukształtowania naszego narodu na swoje podobieństwo, ci, którzy przywożą ze sobą przemoc i przyjeżdżają wbrew naszej woli, zawsze napotkają opór. Z kolei lewicowy, bądź co bądź, premier Słowacji Robert Fico powiedział: Czuję, że Europa popełnia teraz rytualne samobójstwo i tylko się temu przyglądamy. W maju 2016 r., miesiąc przed inauguracją słowackiej prezydencji Unii Europejskiej, Fico, broniąc decyzji swojego kraju, który odmówił przyjęcia podyktowanej kwoty imigrantów, powiedział: Na Słowacji nie ma miejsca dla islamu. Migranci zmieniają charakter państw. Nie chcemy, żeby charakter naszego kraju się zmienił[52].
Zawartość
W leksykonie scharakteryzowałem radykalne organizacje, partie i ruchy o charakterze religijnym (poza islamskimi), skrajnie prawicowym, separatystycznym i lewackim aktywnych w ostatnim półwieczu. Liczba tych organizacji jest znacznie większa od nazw zamieszczonych w spisie treści. Wymieniłem w nim skrajne ideologie (np. Hindutwa), którymi kierują się różne organizacje, ruchy (np. Neonazismus in Bewegung czy National Socialist Movement) i wspólne nazwy dla kilku organizacji o zbliżonej ideologii (np. Associations of christian Fundamentals, Haredim). Także zmiany nazw organizacji i dokonywane w nich podziały wpłynęły na dysproporcję między ich rzeczywistą liczbą i liczbą nazw ugrupowań umieszczonych w spisie treści. Omówienie każdej z nich pod ich własnymi nazwami doprowadziłoby do chaosu w treści leksykonu ze względu na jego alfabetyczny porządek. W przyjęciu takiego układu organizacja „córka” znajdowałaby się najczęściej daleko za macierzystym ugrupowaniem. Mało czytelny byłby również spis treści ze względu na jego rozciągłość i zachowanie oryginalnych nazw organizacji. Dlatego niezwykle pomocny jest Indeks nazw organizacji, instytucji, tytułów i kryptonimów.
Długo zastanawiałem się, czy nie dokonać pogrupowania poszczególnych organizacji w rozdziałach ułożonych w zależności od rodzaju ideologii, którą się te podmioty kierują, np. „Organizacje i ruchy skrajnie prawicowe”, „Organizacje i ruchy skrajnie lewicowe” oraz „Radykalne organizacje i ruchy religijne”. Zrezygnowałem jednak z tej koncepcji ze względu na trudności z jednoznacznym zdefiniowaniem niektórych ugrupowań, m.in. palestyńskich. Te, które omówiłem w leksykonie można by nazwać „niepodległościowymi”. Popularnie określane były jako marksistowskie (lewicowe), ale część z nich postawiła w końcu na zwykły terroryzm np. Czarny Wrzesień. Wszystkie również, do pewnego czasu, były antyizraelskie. Podobne wątpliwości miałem w stosunku do Irlandzkiej Armii Republikańskiej i walczących z nią protestanckich ugrupowań lojalistycznych w Ulsterze. Dyskusyjne wydawało mi się również zaklasyfikowanie niektórych ugrupowań żydowskich do „Radykalnych organizacji i ruchów religijnych”, bowiem w Izraelu ultraortodoksi tworzą partie religijne kierujące się skrajnie nacjonalistyczną ideologią (syjonizm religijny). Wybrałem więc koncepcję alfabetycznego uporządkowania poszczególnych ugrupowań bez żadnego podziału.
Poza leksykonem znalazły się wszystkie organizacje niepodległościowe w Afryce i Azji okresu dekolonizacji, mimo że większość z nich kierowała się radykalną lewicową ideologią i stosowała masowe zbrodnie wobec politycznych i plemiennych przeciwników, co skutkowało. Niemniej to walka narodowo-wyzwoleńcza i suwerenność państwowa (niekiedy plemienna) stanowiła główny cel ich działania, przynajmniej w oficjalnej propagandzie. Inną sprawą jest fakt, że wszystkie strony tych konfliktów dopuszczały się okrucieństw i masowych zbrodni. Tak więc zabrakło miejsca dla kenijskiego ruchu Mau-Mau, SWAPO w Namibii, FRETILIN w Indonezji i wielu innych, w tym algierskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego (FLN), ale już nie dla jego przeciwników – francuskiej Organizacji Tajnej Armii (OAS) i Czerwonej Ręki. Nie omówiłem również wewnętrznych konfliktów między ugrupowaniami niepodległościowymi w Rodezji/Zimbabwe (ZANU-ZAPU), Angoli (MPLA-FNLA-UNITA) oraz im podobnych. Wyjątkiem są mozambickie ugrupowania FRELIMO i RENAMO, a to za sprawą odrodzonego po 30 latach konfliktu grożącego rozpadem kraju. Bratobójcze walki okresu dekolonizacji i lat następnych, po wycofaniu się sił kolonialnych, są charakterystyczne prawie dla każdego kraju na świecie tak, jak chaos i bratobójcze walki w Europie Wschodniej po zakończeniu drugiej wojny światowej.
Uwagę poświęciłem również KGB (NKWD), bowiem od najwcześniejszych lat radzieckiej państwowości aparat przymusu stworzony przez partię komunistyczną znany był z bezwzględności. Działania jego funkcjonariuszy nigdy nie miały wiele wspólnego z wartościami i zasadami człowieczeństwa. Począwszy od 1917 r., tajna policja sowieckiej Rosji, a później ZSRR, funkcjonowała niezawodnie jako mechanizm służący likwidacji milionów ludzi. Ponadto jej struktury właściwie nie podejmowały działań innego rodzaju, ponieważ władze nie wyznaczyły im żadnych innych praktycznych czy politycznych celów, nawet w okresach względnej liberalizacji ustroju. Żaden cywilizowany kraj nie stworzył nigdy organizacji, którą można by porównać z państwowymi siłami bezpieczeństwa ZSRR. Nigdy też – z wyjątkiem Gestapo w nazistowskich Niemczech – żadna tajna policja nie dysponowała własnymi oddziałami operacyjnymi w postaci jednostek wojskowych[53]. Po rozpadzie ZSRR, w wyniku kolejnych przekształceń udało się ochronić struktury państwowych służb bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Tym sposobem ocalono także personel, archiwa oraz agentów. „Odnowione” służby zwalczały teraz reformatorów, ponieważ najpoważniejsze zagrożenie dla siebie widziały w demokratyzacji i prozachodnich reformach ekonomiczno-politycznych opierających się na zasadach gospodarki wolnorynkowej.
Działalność znanych organizacji, na temat których istnieje dostępna literatura przedstawiłem w sposób skrótowy, zatrzymując się na bardziej szczegółowym opisie ich aktywności wykraczającej poza ramy czasowe zawarte publikacjach. W opisie poszczególnych organizacji spotkać można także odniesienia do małych radykalnych ugrupowań, o których nie znalazłem szczegółowych informacji w dostępnych mi źródłach. Wiele informacji uzupełniających podałem w przypisach, niekiedy rozbudowanych w celu przybliżenie poruszanej problematyki. Aby nie wprowadzać zbyt dużego „zamętu” w treści, nazwy wszystkich organizacji pisałem dużą literą, mimo iż w językach: bułgarskim, francuskim, czeskim, słowackim, serbsko-chorwackim, rosyjskim czy skandynawskich tylko pierwszy wyraz w nazwie pisze się dużą literą. W alfabetycznym układzie nazw organizacji w spisie treści oraz indeksach nie uwzględniono rodzajników na początku nazw własnych i nazwisk. Arabskie nazwy i nazwiska są podane w uproszczonej transkrypcji polskiej. Przyjąłem zróżnicowany zapis tego samego słowa w przypadku jego występowania w arabskiej nazwie organizacji jako tzw. przydawki rzeczownikowej, stąd dżabha – dżabhat, dżama’a – dżama’at. Spolszczałem również nazwy obce. W przypadku organizacji, nazw geograficznych oraz imion i nazwisk osób nazewnictwo oparłem na pisowni alfabetem łacińskim, lub czasami transkrypcji na język francuski i angielski.
Zdaję sobie sprawę, że leksykon jest daleki od wyczerpania poruszanej w nim problematyki, a wybór tych a nie innych organizacji był wynikiem moich subiektywnych przemyśleń. Sądzę jednak, iż charakterystyka poszczególnych ugrupowań i ruchów wypełnia różnorodność radykalnych ideologii, którymi się kierują oraz daje możliwości oceny i porównań do innych organizacji lub partii nie uwzględnionych w leksykonie i tych, które z pewnością zajmą w przyszłości swoje miejsce na scenie politycznej, wywierając wpływ na rzeczywistość w wielu państwach świata.
[1] Jazydyzm jest synkretyczną religią łączącą elementy judaizmu, chrześcijaństwa, islamu i zoroastryzmu. Pierwsza wspólnota jazydów wyłoniła się w XII w. Jazydami są głównie iraccy Kurdowie. Przed wojną było ich ok. 100 tys. Duża diaspora jazydów mieszka w Niemczech. Za proroków uznają Mojżesza, Chrystusa i Muhammada. Uważają oni, że diabeł pożałował swoich grzechów i rzewnymi łzami ugasił ogień piekielny, uzyskując przebaczenie Boga. Jazydzi oddają cześć aniołom, które według nich sprawują władzę nad światem w imieniu Boga. Najważniejszym jest Melek Taus, czyli Anioł Paw. Negują istnienie grzechu i piekła.
[2] Kepel G., Fitna. Wojna w sercu islamu, Warszawa 2006, Dialog, s. 47-74.
[3] Mearsheimer J.J., Walt S.M., Lobby izraelskie w USA, Warszawa 2011, Fijorr Publishing Company, s. 155-163.
[4] Także w Ameryce Południowej kwestie religijne stają się punktem zapalnym. W Brazylii, piątym pod względem liczby ludności kraju świata, państwo i Kościół są oficjalnie rozdzielone. W rzeczywistości jednak kościoły zielonoświątkowe mieszają się na dużą skalę do polityki. Zdobyły nawet dominującą pozycją w kilku ugrupowaniach. Zielonoświątkowcy (ich ruch zwany jest pentekostalizmem) to najszybciej rosnące wyznanie w Brazylii. Stanowią co najmniej 25% ludności. Kościół katolicki znajduje się w odwrocie. Inaczej niż tradycyjne kościoły ewangelickie, wspólnoty zielonoświątkowe kładą nacisk na Ducha Świętego, a ich nabożeństwa przypominają wielkie widowiska. Do spektaklu należy wypędzanie diabła i zbiorowa psychoza, a pastor wciela się w rolę showmana. Politycy należący do tych niezależnych kościołów uniemożliwili wprowadzenia do szkół wychowania seksualnego, blokują złagodzenie przerywania ciąży, przedłożyli też projekt ustawy, która miałaby zalegalizować leczenie gejów. Przewodniczący Izby Deputowanych Eduardo Cunha zadbał o to, żeby ewangelikanie obsadzili tam najważniejsze stanowiska, przyznając im hojny budżet. Wyznaczona przez Cunhę dyrektorka działu kadr parlamentu podziękowała mu, nazywając go „narzędziem Boga”, a odsuniętą już od władzy prezydent Dilmę Rousseff nazwano „narzędziem diabła”. Der Spiegel, Gorliwość gorsza od dżihadyzmu, „Forum” nr 26/2016, s. 14.
[5] Zob. Izak K., Leksykon organizacji i ruchów islamistycznych, Warszawa 2016, Dialog.
[6] Der Spiegel, op.cit., s.18. Już w XIX i na początku XX w. przedstawiciele administracji kolonialnej państw Europy zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie może przynieść chrześcijańska działalność misyjna wśród muzułmańskich społeczności. Marszałek Patrice de Mac Mahon gubernator Algierii w latach 1864-1870 zakazał prowadzenia działalności misyjnej Charles’owi Lavigerie, założycielowi w 1868 r. Zgromadzenia Misjonarzy Afryki (Ojcowie Biali). W 1905 r. Reginald Wingate, gubernator generalny Sudanu ogłosił, że chrześcijańskim misjonarzom nie wolno prowadzić akcji ewangelizacyjnej na północ od 10 równoleżnika szerokości geograficznej (terytoria zamieszkałe przez muzułmanów), muzułmańskim kupcom zaś zabroniono podróży na południe od niego. Mac Mahon i Wingate obawiali się, że nic nie sprowokowałoby zamieszek szybciej niż misjonarze usiłujący nawracać muzułmanów. W zbiorze przepisów dotyczących działalności misjonarskiej w Sudanie, opublikowanym w 1905 r. można przeczytać: Żadna placówka misyjna nie może powstać na północ od dziesiątego równoleżnika w żadnej części Sudanu uznanej przez rząd za muzułmańską. Jednak zarówno w przypadku Algierii, jak i Sudanu zakazy te były łamane. Gstrein H., Misyjne karawany kardynała, Warszawa 1986, Verbinum, s. 39-45; Griswold E., Dziesiąty równoleżnik. Doniesienia z pogranicza chrześcijaństwa i islamu, Warszawa 2013, Muza, s. 153.
[7] Armstrong K., Pola krwi. Religia i przemoc, Warszawa 2017, W.A.B., s. 431-432.
[8] Kociszewski J., Kapłan stanął na czele rządu. Muzułmanie i chrześcijanie mają powody do niepokoju, (online), www.wp.pl [dostęp: 20.01.2017].
[9] RIRA – Real IRA (Prawdziwa IRA) została utworzona przez grupę radykalnych członków Provisional IRA – PIRA (Tymczasowej IRA, powstałej w 1969 r.), którzy nie pogodzili się z zawarciem Good Friday Agrement (Porozumienia Wielkopiątkowego). Na czele RIRA stanął Michel McKevin. Przed wystąpieniem z Tymczasowej IRA był on członkiem jej Rady Wojskowej i kwatermistrzem, co dawało mu kontrolę nad arsenałami tej organizacji. Przypuszczalnie zachował dawne kontakty, dzięki temu RIRA mogła czasem korzystać z ukrytych przez IRA materiałów wybuchowych.
[10] CIRA – Continuity IRA (IRA-Kontynuacja), powstała w 1986 r.
[11] Szerzej na temat fundamentalizmu zob. Associations of christian Fundamentals (Stowarzyszenia chrześcijańskich fundamentalistów).
[12] Encyklopedia PWN, Ekstremizm, (online), http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/ekstremizm;3897141.html [dostęp: 23.03.2017].
[13] Tokarczyk R., Współczesne doktryny polityczne, Kraków 2006, Wolters Kluwer Polska, Kantor Wydawniczy Zakamycze, s. 32.
[14] Karolczak K., Uwarunkowania i źródła ekstremizmu politycznego, [w:] Olszewski E. (red.), Doktryny i ruchy współczesnego ekstremizmu politycznego, Lublin 2004, Wydawnictwo UMCS, s. 42.
[15] Bäcker R., Typologia doktryn i ruchów współczesnego ekstremizmu politycznego, [w:] ibidem, s.79-80.
[16] K. Pędziwiatr, Od islamu imigrantów do islamu obywateli: muzułmanie w krajach Europy Zachodniej, Kraków 2005; https://euroislam.pl/jak-dr-pedziwiatr-tropil-islamofobie/ [dostęp: 11 IV 2017].
[17] M. Bobako, Islamofobia jako technologia władzy. Studium z antropologii politycznej, Kraków 2017.
[18] Shwartz S., What is islamofascism?, „Standard”, (online), http://www.weeklystandard.com/-is-islamofascism/article/137
23 [dostęp: 17 VIII 2006].
[19] Wspólną cechą osób posługujących się terminem „islamofaszyzm” było dążenie do walki prowadzonej pod hasłem „międzynarodowej wojny z terroryzmem”, która wyrządziła więcej zła niż dobrego. Amerykańsko-brytyjski historyk Bernard Lewis przekonywał Zachód, że do Arabów i ludów Orientu przemówić może jedynie argument siły. Tymczasem Hannah Arendt pisała, że wbrew oczekiwaniom jest jeden argument, którego Arabowie nigdy nie zrozumieją. To argument siły. Durand S., Islamofaszyzm, ideologiczny straszak ekipy Busha, „Le Monde diplomatique”, (online), www.monde-diplomatique.pl [dostęp: 20.05.2008].
[20] Do Hitlera porównywano Gamala Abdel Nasera, Jasera Arafata, Slobodana Miloszevicia, Saddama Husajna i Mahmuda Ahmadineżada. Naser nazywany był „Hitlerem znad Nilu”, Menahem Begin określił Arafata mianem „arabskiego Hitlera”.
[21] Durand S., Islamofaszyzm…, op.cit.
[22] http://isj.org.uk/fascism-and-isis/ [dostęp: 28 X 2018]; https://mondoweiss.net/2015/11/isis-fascist-movement/ [dostęp: 3 XII 2015]; https://www.irishtimes.com/news/world/middle-east/the-irish-man-fighting-fascism-in-syria-i-was-always-curious-how-i-d-react-to-battle-1.3435174 [dostęp: 2 IV 2018].
[23] Por. J. Tomasiewicz, Nowa populistyczna prawica jako źródło zagrożenia terrorystycznego w Europie, „Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego” nr 9/2013 s. 30-51.
[24] W skład Klubu Berneńskiego wchodzą służby specjalne państw UE oraz Szwajcarii i Norwegii. W ramach jego zainteresowania i zwalczania przemocy ze strony tzw. Extreme Right Wing (XRW) znajdują się następujące sfery działalności ugrupowań skrajnie prawicowych: antyantifa, antyislamskość, antymultikultikulturalizm, antyromskość, antysemityzm, antysystemowość antyunijność, chuliganizm, eko-faszyzm, homofobia, ruch głosicieli wyższości białej rasy i ruch skinheadów. Z kolei w Europolu ekstremizmami zajmuje się National Domestic Extremism and Disorder Intelligence Unit (NDEDIU), poprzednio National Domestic Extremism Unit (NDEU).
[25] Strasseryzm łączył koncepcje radykalnego nacjonalizmu z socjalizmem, stanowiąc również antyhitlerowską opozycję w NSDAP. Nurt ten miał pewne wpływy w NSDAP i SA, zwłaszcza w Berlinie i Hamburgu na przełomie lat 20. i 30. XX w. Gregor Strasser i Ernst Röhm zostali zamordowani wraz z ok. 80 innymi osobami w „Noc długich noży” z 30 czerwca na 1 lipca 1934 r. Otto Strassser był twórcą Czarnego Frontu. Po dojściu Hitlera do władzy 30 stycznia 1933 r. wyemigrował z Niemiec. Po wojnie wrócił do kraju i w 1956 r. założył Niemiecką Unię Społeczną. Jednak oprócz grupki byłych zwolenników nie udało mu się pozyskać innych członków. Poza Niemcami grupy strasserowskie działały we Francji i USA. Zob. K. Pytko, Czerwono-czarni, „Focus Historia” nr 2/2017, s. 36-41.
[26] Przywódcy III Rzeszy i hitlerowscy oficerowie otaczali się wyłącznie najlepszymi, wręcz markowymi sprzętami.
[27] W ciągu kilku miesięcy 2010 r. w Indiach sprzedano 100 tys. egzemplarzy Mein Kampf.
[28] Przykładowe odniesienia to np. Club 88 – miejsce spotkań neonazistów w Neumünster oraz nazwa jednej z najstarszych amerykańskich grup muzycznych hatecore – „Chaos 88”, Ponadto „88” może oznaczać SS, kiedy odczytuje się alfabet od tyłu.
[29] Görfeld G., Błękitna Mongolia. Zapomniany terror, „Nigdy Więcej” nr 22/2016, (online), http://www. nigdywiecej.org/ [dostęp: 13.03.2017].
[30] Dąbrowski J., Pod znakiem białej swastyki, „Angora” z dnia 23 sierpnia 2010 r.
[31] Prohitlerowskie sympatie niektórych grup żydowskich sięgają drugiej wojny światowej. Abraham Stern, przywódca powstałej w Palestynie w 1940 r. bojowej organizacji Lohamei Herut Izrael (Bojownicy o Wolność Izraela), zwanej w skrócie Lehi lub grupą Sterna, szukał możliwości nawiązania współpracy z Niemcami wymierzonej przeciwko Wielkiej Brytanii, sprawującej wówczas protektorat nad terytorium Palestyny. Napisał nawet list do Hitlera, który pozostał bez odpowiedzi. Lehi oddzieliła się od Irgun Cwai Leumi (Narodowej Organizacji Wojskowej), zwanej też Ecel. Powodem secesji było odrzucenie przez Lehi zawieszenia broni z Brytyjczykami po wybuchu drugiej wojny światowej i uznanie ich za głównego wroga. Brak autora, Żydzi naziści. Inwazja hitleryzmu, (online), www.wp.pl [dostęp: 6.08.2010].
[32] Tomasiewicz J., Nowa populistyczna prawica jako źródło zagrożenia terrorystycznego w Europie, „Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego” nr 9/2013, s. 30-32.
[33] Moroska-Bonkiewicz A., Organizacje skrajne we współczesnej Europie. Ogólna charakterystyka, „Otwarta Rzeczpospolita”, (online), www.otwarta.org [dostęp: 13.03.2017].
[34] W latach 60. we Włoszech powstała Autonomia Operaia – AO (Autonomia Robotnicza) odwołująca się do haseł marksistowskich. Jej członkami byli studenci i niewykwalifikowani robotnicy, ale też osoby bezrobotne i bezdomne. Członkowie AO organizowali demonstracje, strajki i akcje sabotażowe, często kończące się starciami z policją. Organizację tę charakteryzowała samoizolacja i rezygnacja ze sztywnych struktur organizacyjnych i jasno określonego przywództwa. Skupiała się ona na brutalnej walce w celu wyegzekwowania żądań
[35] W reakcji na rewoltę studentów w Paryżu w 1968 r. powstała Groupe Union Défense – GUD (Grupa Zjednoczonej Obrony, która połączyła idee skrajnej lewicy i prawicy. Jej członkowie nazywani byli „prawicowymi anarchistami”. W 1983 r. w Madrycie założono Bases Autonomas (Bazy Autonomiczne) kierujące się zasadą „trzeciej drogi” – między kapitalizmem a komunizmem. Prowadziły one działalność adresowaną do społeczności lokalnych, bez pracy ideowej.
[36] Kosiński T., Między lewicą a prawicą – autonomiczny nacjonalizm jako metoda działalności nacjonalistycznej w XXI wieku i jego przyszłość w Polsce, (online), www.autonom.pl [dostęp: 1.01.2014].
[37] Idea sXe pojawiła się najpierw w Niemczech i stamtąd została przejęta przez grupy z innych państw. Polega na propagowaniu zdrowego stylu życia, odrzuceniu wszelkich używek na rzecz sportów walki, zajęć na siłowni i innych form aktywności fizycznej. Specyficzną formę idea ta przyjęła w Rosji, gdzie jest określana jako White Power/National Socialist Straight Edge.
[38] Brak autora, Rewolucyjny nacjonalizm, „Barykada” nr 2, wrzesień-październik 1994, (online), http://www. zakorzenienie.most.org.pl/ [dostęp: 13.01.2017].
[39] Murray D., Przedziwna śmierć Europy. Imigracja. Tożsamość. Islam, Poznań 2017, Zysk i S-ka, s. 165-166.
[40] Według materializmu historycznego, stosunki międzyludzkie w procesie produkcji są stosunkami podstawowymi i pierwotnymi, określającymi wszystkie inne stosunki społeczne, a mianowicie polityczne i ideologiczne. Według Karola Marksa i jego następców, źródłem wszelkich przemian społecznych są zmiany w zakresie środków i stosunków produkcji. Produkty to dobra, które są wytworem ludzkiej pracy. Oprócz pracy, potrzebne do ich wytwarzania są także środki takie jak: surowce, urządzenia i pomieszczenia. Środki produkcji, czyli baza, generują nadbudowę, czyli filozofię, naukę i sztukę danego okresu. Marks podzielił historię na okresy, w których dominowała określona forma własności środków produkcji. Były to kolejno wspólnota pierwotna, okres niewolnictwa, feudalizm i kapitalizm; https://pl.wikipedia. org/wiki/ Materializm _dialektyczny [dostęp 3.03.2017].
[41] Materializm dialektyczny był kierunkiem filozoficznym zapoczątkowanym w drugiej połowie XIX wieku przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, a następnie rozwinięty przez Włodzimierza I. Lenina, Lwa Trockiego i Różę Luksemburg. W XX wieku stał się podstawą filozoficzną stalinizmu, trockizmu i maoizmu. Kierunek ten jest połączeniem i syntezą wcześniejszych nurtów materializmu, pewnych elementów darwinizmu, pozytywizmu, naturalizmu
i heglizmu. Istotną cechą odróżniającą marksizm od innych rodzajów materializmu, jest przyjęcie, że jedną z niezbywalnych cech materii jest jej charakter dialektyczny. Oznacza to, że oprócz podlegania prawom fizyki i innych nauk przyrodniczych, są jej na stałe przypisane ogólne prawa przemian, pierwotniejsze od praw fizyki, do których można dojść jedynie na drodze filozoficznych analiz. Pomysł takich ogólnych praw dialektyki rządzących wszystkimi przemianami pochodził oryginalnie od Georga Wilhelma Hegla. Dialektyka Hegla była jednak dialektyką idei, a nie materii. Marks zaadaptował ten sposób myślenia do materializmu. W ujęciu Marksa dwoma najbardziej podstawowymi prawami rządzącymi materią są prawo przemiany ilości w jakość i prawo stałego ścierania się przeciwieństw;
[42] Malendowicz P., Ultralewica a współczesność. Idee, programy, praktyka, Piła 2006, PWSZ, s. 9-10.
[43] Moroska-Bonkiewicz A., Organizacje skrajne we współczesnej Europie. Ogólna charakterystyka, „Otwarta Rzeczpospolita” (online), www.otwarta.org [dostęp: 13.03.2017].
[44] Tamże.
[45] Malendowicz P., Ultralewica …, op.cit., s. 111-112.
[46] Malendowicz P., Ruch anarchistyczny w Europie wobec przemian globalizacyjnych przełomu XIX i XX wieku, Warszawa 2013, Difin, s. 86-87.
[47] Tamże, s. 155-157; https://polskieradio24.pl/5/1223/Artykul/2522687,Donald-Trump-zapowiada-uznanie-Antify-za-organizacje-terrorystyczna [dostęp: 31.05.2020].
[48] Bielak F., Kopociński W., Terroryzm polityczny w Republice Federalnej Niemiec, [w:] Muszyński J. (red.), Terroryzm polityczny, Warszawa 1981, PWN, s. 171-172.
[49] Czaja J., Terroryzm polityczny we Włoszech, [w:] Muszyński J. (red.), Terroryzm polityczny, Warszawa 1981, PWN, s. 206.
[50] Rómmel W. Terroryzm polityczny w Ameryce Łacińskiej, [w:] Muszyński J. (red.), Terroryzm polityczny, Warszawa 1981, PWN, s. 328-331.
[51] Od początku XIX w. Stany Zjednoczone traktowały Amerykę Łacińską jako główną strefę swoich wpływów. W 1823 r. prezydent USA James Monroe ogłosił doktrynę, zwaną później „doktryną Monroego”, w której uznano zachodnią półkulę za wyłącznie amerykańską strefę wpływów. W związku z tym reżimy przychylne USA i koncernom tego kraju zawsze mogły liczyć na pomoc finansową, dostawy broni, szkolenie kadr i pomoc wojskową.
[52] Murray D., Przedziwna śmierć…, op. cit., s. 297-300.
[53] Litwinienko A., Felsztinski J., Wysadzić Rosję, Poznań 2012, Rebis, s. 17.